Przejdź do informacji o dostępności Przejdź do strony głównej Przeskocz do menu Przeskocz za menu Przeskocz do głównej treści Przejdź do mapy strony

Chronione oznaczenie geograficzne

Chronione Oznaczenie Geograficzne (ChOG) oznacza nazwę regionu, określonego miejsca lub, w wyjątkowych przypadkach kraju, która służy do oznaczenia produktu rolnego lub środka spożywczego:

  • pochodzącego z tego regionu, określonego miejsca lub kraju,
  • którego określona jakość, renoma lub inna cecha charakterystyczna może być przypisana temu pochodzeniu geograficznemu,
  • którego co najmniej jeden z etapów procesu technologicznego, tj. produkcja, przetwarzanie lub przygotowanie mają miejsce na określonym obszarem geograficznym.

W przypadku Chronionego Oznaczenia Geograficznego produkt musi być wytwarzany w regionie, którego nazwę nosi, ale w odróżnieniu do Chronionej Nazwy Pochodzenia, przynajmniej jedna z trzech faz produkcji (produkcja lub przetwarzanie lub przygotowanie) musi odbywać się na danym obszarze.

Pod tajemniczo brzmiącą nazwą kryje się coś, bez czego polska kuchnia obejść się nie może -suszona śliwka. Oczywiście nie każda suszona śliwka to śliwka „sechlońska”. Ta nazwa zarezerwowana jest do owoców suszonych tradycyjnymi metodami w kilku tylko gminach Małopolski (Iwkowa, Łososina Dolna, Laskowa i Żegocina). Słowo „suska” oznacza podsuszoną i podwędzoną śliwkę. A dlaczego „sechlońska”? Od nazwy miejscowości Sechna w gminie Laskowa, ta zaś od gwarowego czasownika „sechnie”, czyli suszy się. Sechna – wymieniona przez najwybitniejszego dziejopisa naszego średniowiecza, Jana Długosza – słynie ze śliwkowych sadów od stuleci. Już w XVIII w. musiały być całkiem spore, skoro kronikarze odnotowują w jednym z nich obecność aż 310 drzew. Ich owoce spożywano na surowo, ale też kwaszono, nie gardząc przyrządzaniem powideł. Wieść niesie, że do rozwoju sadownictwa na tym terenie przyczynił się miejscowy proboszcz. Podobnie, jak to było w przypadku łąckich jabłoni, tutejszy duszpasterz zadawał parafianom niezwyczajną pokutę, by żałując za grzechy sadzili drzewa owocowe. Jednak gleba okazała się zbyt marna, by urosły na niej dorodne jabłonie, grusze, czy wiśnie. Za to znakomicie udawała się mniej wymagająca śliwka. Cóż z tego, kiedy podopieczni proboszcza wykorzystywali jej owoce do produkcji nie tylko powideł, lecz i „czegoś mocniejszego” – śliwowicy.
I właśnie wtedy w głowie mądrego plebana pojawił się pomysł, by owoce umieszczać w suszarni. Potraktowane dymem trudno bowiem przerobić na alkohol. Suszenie śliwek, a raczej ich wędzenie to osobna gałąź wiedzy. Cały proces odbywa się w specjalnie wybudowanych wędzarniach, tzw. suśniach, opalanych bukowym drewnem i stanowiących stały element tutejszego krajobrazu. Temperatura w suszarni wynosi 45 do 60 stopni C, wędzenie trwa od 4 do 6 dni. Suska sechlońska to dziś jeden z symboli Małopolski, gdzie jesień pachnie jak suszona śliwka. Jak czytamy w dokumencie rejestracyjnym, „charakteryzuje się elastycznym, mięsistym miąższem i pomarszczoną, lepką skórką w kolorze ciemnogranatowym przechodzącą nawet do czarnego. W smaku suska sechlońska jest lekko słodka z posmakiem i aromatem wędzenia”. Sposób przetwarzania owoców od lat pozostaje ten sam.

Ulubiona wędlina Jana Pawła II produkowana jest w dwóch gminach niedaleko Krakowa: Liszkach i Czernichowie (a jej podróbki w niezliczonych masarniach w całej Polsce). Swój delikatny smak zawdzięcza najlepszemu mięsu wieprzowemu z lokalnych hodowli. Trzeba jej spróbować, kiedy jest świeża i pachnąca dymem z wędzarni opalanej najlepszymi gatunkami drewna owocowego.

Przekonanie o tym, że okrągłe pieczywo z otworem w środku symbolizuje koło życia i przynosi szczęście ma wielowiekową tradycję. Taki właśnie jest obwarzanek, chrupiący wypiek o kształcie zbliżonym do krakowskiego wianka. To jeden z symboli Krakowa, turystom kojarzy się ze stolicą Małopolski, jak frankfurterki z Frankfurtem, a parmezan z Parmą. Już w roku 1496 król Jan Olbracht zarządził to, co potem potwierdziła Unia Europejska: prawdziwe obwarzanki można wypiekać w Krakowie! (dodatkowo w powiatach krakowskim i wielickim). Dziś na krakowskim rynku i w całym mieście kupuje się świeże i chrupiące obwarzanki do wyboru: z solą, makiem lub ziarnem sezamowym.

W Łącku, bardziej znanym z wyrobu śliwowicy, uprawa jabłek trwa już od XII wieku. Dawniej suszone jabłka z Łącka znane były w wielu krajach europejskich. Dziś łąckie owoce to prawdziwy małopolski rarytas. Wyrazisty smak i zapach oraz wyjątkową soczystość jabłka łąckie zawdzięczają mikroklimatowi Kotliny Łąckiej. Ich „rumieniec” jest wyraźnie mocniejszy od jabłek nizinnych. Znakomicie nadają się również na owocowe soki.

W Krakowie sztuka piekarnicza wyniesiona została na najwyższe wyżyny. Stolica Małopolski to jedyne miasto w Europie, które na listę produktów regionalnych Unii Europejskiej wprowadziło aż dwa wyroby piekarnicze: chleb prądnicki i obwarzanek. Tradycja wypieku chleba prądnickiego sięga 1421 r. kiedy to Albert, biskup krakowski nadał swemu kucharzowi część gruntów w Prądniku Białym (dziś dzielnicy Krakowa), zobowiązując go jednocześnie do dostarczania chleba na stół biskupi. A był to – i wciąż jest! – chleb nie byle jaki: 14 kilogramów, metr długości i ok. pół metra szerokości! Na co dzień do sprzedaży trafia jednak wersja „mini” ważąca „tylko” 4,5 kilo... Znawcy mówią, że chleb prądnicki może zachować świeżość nawet przez kilka tygodni, a im bardziej czerstwy – tym smaczniejszy!

Tradycja chowu owiec na Podhalu trwa od setek lat, o czym świadczą choćby pochodzące z końca XVI w. zapisy w przywilejach lokacyjnych tamtejszych wsi, zezwalające ich mieszkańcom na „wolny wypas owiec w górach”. Dzisiejsze hodowle tworzone są w oparciu o rasy „polska owca górska” i „cakiel”, prowadzone tradycyjnie, w sposób niezmieniony od wieków. Chów owiec odbywa się w małych stadach, na pastwiskach, które nie są nawożone, a duży wpływ na smak mięsa jagnięciny podhalańskiej ma niespotykana poza obszarem Podhala specyficzna flora górska. Powstanie tego produktu kształtuje zarówno tutejsze środowisko naturalne, a więc roślinność i klimat wyższych partii gór, jak i kultywowane od stuleci sprawdzone tradycje hodowlane.

Kiełbasa piaszczańska zarejestrowana w dniu 7 listopada 2017r.

Tradycja wyrabiania kiełbasy piaszczańskiej związała jej nazwę z miejscowością Piaski Wielkie, ale jak świadczą o tym źródła historyczne i miejscowe przekazy, Kijakami zajmującymi się wytwarzaniem i sprzedażą kiełbasy i innych wyrobów byli także mieszkańcy sąsiednich miejscowości. Z wywiadów przeprowadzonych z mieszkańcami Piasków wynika, że smak kiełbasy zawdzięczano znajomości natury, wśród której żyli ludzie w Czarnym Lesie, który przed wiekami pokrywał tereny na południe od Krakowa. Od dawien dawna stosowali do peklowania mięsa napar z kilku ziół, pośród nich szyszkojagodę jałowca. Odpowiedni proces marynowania mięsa odbywał się w ziemiance, gdzie zawsze była niska temperatura, jednakowa w zimie i w lecie. Dokładny proces rozdrobnienia mięsa przy pomocy ciężkiego miecza i wędzenie dymem z drewna dębowego i krzewu jałowcowego nadawało kiełbasie dobry smak oraz balsamowy zapach. Współczesna produkcja kiełbasy zachowuje tradycyjne zasady przekazywane przez wieki. Podstawę stanowi najlepsze mięso wieprzowe ze zwierząt do 100 kg z tradycyjnego chowu. Mięso po pokrojeniu w kostki poddawane jest marynowaniu, aby zmiękło i skruszało i masuje. Do marynaty wykorzystywany jest wywar z ziół oraz sól. Specyficznym dodatkiem jest gałązka lub owoc jałowca dodawany w ostatniej fazie. Po uwędzeniu kiełbasa może pozostać w wędzarni na dłuższy czas dla uzyskania lepszego koloru i smaku, a także trwałości.