Przejdź do informacji o dostępności Przejdź do strony głównej Przeskocz do menu Przeskocz za menu Przeskocz do głównej treści Przejdź do mapy strony

Okiem rowerzysty

  • piątek, 01 grudnia 2017
    Podróżując po trasach rowerowych Europy w ostatnich latach mieliśmy okazję kilkukrotnie poznawać szlaki rowerowe poprowadzone wzdłuż małych i dużych rzek. W tym roku z satysfakcją zauważyłem, że nareszcie możemy z podobnego produktu turystycznego cieszyć się w Polsce – trasy powstającej w ramach sieci dróg rowerowych Velo Małopolska idealnie wpasowują się w europejskie trendy wykorzystywania rzek do długodystansowej turystyki rowerowej. (...) więcej

    Pierwsza moja wyprawa rowerowa po Wiślanej Trasie Rowerowej, która stanowi główną oś małopolskiego systemu dróg rowerowych, była pełna radosnych uniesień i odniesień do wspomnień z europejskich tras. Piękne, zielone przestrzenie nad Wisłą podobne do otwartych krajobrazów nad Łabą w niemieckiej Brandenburgii, grupy kolarzy mknących po wygodnej trasie zupełnie jak po drodze rowerowej wzdłuż Adygi we włoskim Trentino, a sympatyczna rowerowa atmosfera w ogródku restauracyjnym pod klasztorem w Tyńcu była zupełnie jak w czeskich cyklozahradkach nad Morawą. Po wielu latach oczekiwań w końcu rowerowa turystyczna Europa dotarła i do nas!

    Zobacz relację z przejazdu Wiślaną Trasą Rowerową na blogu Znajkraj

    Najwygodniejszym punktem startowym na pierwszy wyjazd na WTR na pewno będzie Oświęcim. Przyzwoity dojazd wygodnymi pociągami Kolei Małopolskich, możliwości znalezienia odpowiedniego noclegu, a także, lub przede wszystkim, krajoznawcza oferta miasta. Oświęcim to przede wszystkim smutna pamiątka po II wojnie światowej w postaci zespołu obozów koncentracyjnych, jednak ostatnie lata i prowadzone prace rewitalizacyjne pokazują także przyjemny, zupełnie odmieniony rynek, efektowny zamek piastowski czy Muzeum Żydowskie z odtworzoną synagogą – wszystko położone bardzo blisko siebie.

    Blisko 90 kilometrów dróg rowerowych, jakie pojawiają się za Oświęcimiem i prowadzą w okolice Skawiny to te europejskie rowerowe klimaty, o których wspominałem na początku tekstu. Przyjemnie szerokie asfaltowe trakty prowadzą równolegle do Wisły i na zdecydowanej większości trasy z dala od ludzkich osad. To idealne warunki na pierwszy rowerowy wyjazd z sakwami – jest cicho, bezpiecznie, a bliski kontakt z naturą stanowi świetną okazję do odreagowania przedweekendowych lub przedurlopowych stresów. Wystarczająco szeroka rowerowa trasa umożliwia rozmowę z partnerem, a brak jakichkolwiek zagrożeń na długich odcinkach zapewnią bezpieczny wypoczynek całej rodziny.

    Odcinek z Oświęcimia do Tyńca jest niestety wciąż jeszcze pozbawiony wystarczającej oferty gastronomicznej czy nawet handlowej. Wiślana Trasa Rowerowa prowadzi przez tereny, na których od dawna trudno było o masową turystykę, stąd też warto przed tym odcinkiem zaopatrzyć się w prowiant jeszcze w Oświęcimiu.

    Wybornym miejscem na popołudniowy posiłek będą bary i restauracje pod niezwykle efektownie położonym opactwem benedyktynów w Tyńcu. O ile po całym dniu jazdy zdążycie dotrzeć do Krakowa. Bo na pewno warto zaplanować w Krakowie przynajmniej dzień przerwy i wyjść na wspaniałe miasto. 

    Niestety, tak jak sam Kraków wciąż olśniewa i zachwyca zabytkami oraz europejską atmosferą, tak stosunek do rozwoju infrastruktury rowerowej może budzić u rowerowego podróżnika pewne zażenowanie. Wspomniane piękne drogi rowerowe kończą się dokładnie na granicach administracyjnych miasta, gdzie zamieniają się w polne, piaskowe ścieżki. A więc tam, gdzie kończy się rowerowa „jurysdykcja" samorządu województwa małopolskiego. Do jakości rowerowych tras i rowerowych rozwiązań z jakimi można zetknąć się w samym Krakowie, na Bulwarach Wiślanych, też można mieć wiele zastrzeżeń. Ot, taki krakowski paradoks na wyśmienitej małopolskiej trasie.

    Jednak już za Niepołomicami, w Puszczy Niepołomickiej, po krótkim odcinku wiodącym drogami publicznymi i zwiedzaniu ciekawego Zamku Królewskiego w Niepołomicach, Wiślana Trasa Rowerowa znowu wraca nad piękne wiślane wały. I – z niewielkimi przerwami – prowadzi tak aż do Szczucina na wschodnim krańcu Małopolski. To właśnie na tym odcinku zachwyca malutkie Zalipie, słynne już na cały świat z tradycji malowania domów, zabudowań gospodarczych i domowych sprzętów. 

    Na zdjęciu przedstawiona jest wieś Zalipie.

    Raz do roku organizowany jest tutaj nawet konkurs na najpiękniej pomalowany dom. I to właśnie wtedy najlepiej odwiedzić tę małopolską wieś. Każdy odwiedzający Zalipie będzie zaskoczony, że tutejsza tradycja zaraziła wszystkich mieszkańców. Za pędzel chwytają młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni. Maluje się domy, ale też i psie budy. Budynki są upiększane głównie z zewnątrz, ale miejscowi artyści mogą także pochwalić się pięknie zdobionymi wnętrzami. Warto zboczyć te małe kilka kilometrów z właściwej ścieżki Wiślanej Trasy Rowerowej, by zobaczyć to miejsce na własne oczy.

    Jednak na pewno na całej małopolskiej drodze rowerowej nie będzie brakować widoków cieszących podróżujących nią rowerzystów. Jeśli szczęśliwie uda Wam się trafić na czas przed wykoszeniem wałów, wtedy przejedziecie wśród bujnych zielonych, rozkołysanych wiatrem korytarzy, gdzieś między Chobotem a Ispiną.  Może podobnie jak ja będziecie mieli okazję podziwiać dziesiątki bażantów bytujących na nadwiślańskich polach? A może Wam również przebiegnie drogę dziki chomik?

    Małopolska zupełnie odmienia obraz turystyki rowerowej w Polsce. Z publicznych szos, którymi podróżuje się w większości w naszym kraju, sprowadza rowerzystów na przeznaczone wyłącznie dla nich rowerowe trasy. Oddziela od samochodów, daje poczucie relaksu i bezpieczeństwa, tak istotne podczas turystycznych wycieczek. Kiedy do Wisły dołączą kolejne trasy sieci VeloMałopolska, po województwie małopolskim będzie można wygodnie podróżować rowerem także z północy na południe. Najatrakcyjniejszą z przygotowywanych dróg wydaje się VeloDunajec, która połączy piękny rowerowy szlak wokół Tatr z Wiślaną Trasą Rowerową. Objechać Tatry, by potem nad Dunajcem przez Pieniny zjechać Wiślaną Trasą Rowerową do Krakowa... Przyszłość rowerowej Małopolski rysuje się w różowych barwach!

    Zobacz relację z jazdy szlakiem wokół Tatr

    Velo Małopolska: Wiślana Trasa Rowerowa

    Zobacz film

    Szymon Nitka

    Znajkraj

     

    Galeria zdjęć

  • wtorek, 07 listopada 2017
    Pamiętam ten moment bardzo dobrze. Rok temu, w sierpniu 2016 r., wysiadłem po raz pierwszy na stacji PKP Bogumiłowice. Jeszcze parę dni temu nie wiedziałem nawet, że taka istnieje. Nie miałem również świadomości, że od tego czasu zagości ona już na stałe jako miejsce startu i mety moich rowerowych wypadów. I to wszystko za sprawą kilkunastu kilometrów świeżo wylanego asfaltu na wałach Dunajca. Był to pierwszy wybudowany i oddany do użytku odcinek sieci VeloMałopolska. W pewnym sensie stanowił on taki poligon doświadczalny sprawdzający, jak wielki plan budowy nowych tras rowerowych w Małopolsce ma się do rzeczywistości. (...) więcej

    Nie namyślając się zbyt wiele zdecydowałem sam zweryfikować to „pod kołami”.  Skrzyknąłem więc ekipę, zapakowaliśmy się do pociągu w Krakowie i podekscytowani ruszyliśmy do Bogumiłowic, skąd już o własnych siłach dotarliśmy do mostu w Ostrowie, gdzie zaczyna się  nowy odcinek VeloDunajec.

    Pamiętam bardzo dobrze ten moment pierwszych ruchów korb i nabierania rozpędu na gładkich, wyasfaltowanych wałach nad rzeką. Jest dobrze – pomyślałem – bardzo dobrze… Uśmiechy moich kolegów dodatkowo potwierdzały moje odczucia. Pierwsze15 km między Ostrowem a Biskupicami Radłowskimi zleciały nam aż za szybko. Trzymanie się tzw. założonej prędkości projektowej (30 km/h) nie stanowiło żadnego problemu. Poczuliśmy, że naprawdę „dzieje się rowerowo”!  W końcu ktoś na poważnie podszedł się do tematu turystyki rowerowej.

    Uczucie rowerowej euforii powtarzało się od tego czasu jeszcze wielokrotnie. Zarówno podczas poszukiwań budowanych wtedy odcinków Wiślanej Trasy Rowerowej, jak też pierwszych objazdów po kolejnych 12 km VeloDunajec (Biskupice Radłowskie – Wietrzychowice), o które w 2017 r. powiększyła się ta trasa. Z pewnością – jak chyba każdy rowerowy turysta – jestem uzależniony trochę od tego uczucia „odkrywania nowego”. Stąd może moja ciągła ochota na kierowanie rowerowej kierownicy w stronę świeżo budowanych fragmentów.

    Nie mogłem więc odpuścić kolejnemu odcinkowi tej trasy, który w tym roku miał pojawić się między Zakopanem a Szczawnicą. Wiedziałem już, że z budową tego fragmentu nie będzie tak prosto jak z odcinkiem koło Tarnowa. Choćby z tej racji, że załatwianie spraw własnościowych wśród górali to czasem bardziej kręta i stroma droga niż podhalańskie podjazdy. Zresztą cały odcinek nad Jeziorem Czorsztyńskim to już o wiele bardziej skomplikowane przedsięwzięcie niż położenie asfaltu na wałach. Trasa jest w tym przypadku budowana w wielu miejscach od zera z wykorzystaniem kładek stokowych i innych obiektów inżynieryjnych. Musiałem to jednak „poczuć pod własnymi kołami”.

    Tym razem niestety remonty na kolei uniemożliwiają bezpośrednie dotarcie z rowerem do Zakopanego.Parkuję więc samochód w Nowym Targu. Stamtąd Szlakiem Wokół Tatr oraz jeszcze świeżą drogą rowerową z Zok do Dudkówki docieram na Gubałówkę. 40 km świetnych asfaltów, może z 15 napotkanych po drodze samochodów, 1 solidny choć krótki podjazd (hej, to w końcu Podhale) – tak można by scharakteryzować ten genialny odcinek. Jeśli kogoś przeraża zjazd/podjazd na Gubałówkę – polecam wykorzystać kolejkę z Zakopanego, rower to dodatkowe 3 zł.

    W ten sposób docieram do dworca kolejowego w Zakopanem, gdzie formalnie zaczyna się trasa VeloDunajec. Formalnie, bo może napiszę to od razu – od Zakopanego do Nowego Targu nie widać jeszcze żadnych prac nad trasą. Mimo, że jej przebieg bazuje w większości na istniejących drogach publicznych biegnących równolegle do „Zakopianki”, to brak jest jeszcze oznakowań trasy oraz przełączek, które trzeba wybudować, żeby zapewnić jej spójność w przyjętym standardzie Euro Velo. Nic to, zaprzęgam ślad gpx w telefonie do roboty i wyjeżdżam z miasta sprytnie poprowadzonymi opłotkami i potem dalej przez podhalańskie miejscowości i wioski, których nazwy chyba każdemu obiły się o uszy: Harenda, Poronin, Biały Dunajec, Szaflary. Sprawdźcie zresztą sami na www.bit.ly/mapaVeloDunajec

    Przewyższenie na pierwszych 100 km tej trasy to ok. 400 m, więc jedzie się cały czas lekko w dół po spokojnych drogach, przecinając parę razy „Zakopiankę” (mam nadzieję, że będą zrobione w tych miejscach porządne przejazdy rowerowe, bo na razie liczymy na litość kierowców).

    Jeśli do tej pory znaliście te tereny tylko z okien samochodu, to polecam choć raz przejechać się tą rowerową alternatywą jak tylko powstanie. Macie na niej wszystko co najlepsze i zarazem najgorsze na Podhalu. Świetną podhalańską architekturę stojącą obok tej tandetnej, baseny termalne, puste o tej porze wyciągi narciarskie, karczmy regionalne, widok na Tatry i wartki nurt Białego Dunajca, którego trasa trzyma się dość ściśle. Dopiero za Szaflarami odbijamy na chwilę od rzeki, żeby dotrzeć do eleganckiego asfaltu Szlaku Wokół Tatr, którym przejedziemy przez okolice Nowego Targu (obie trasy mają na tym odcinku wspólny przebieg). Do brzegów Dunajca dojeżdżam ponownie po świeżo budowanym odcinku na terenie miasta. Widoczne prace budowlane w tym momencie kończą się na kładce pieszo-rowerowej łączącej nadrzeczne bulwary z terenem lotniska i rezerwatu Bór Na Czerwonem (polecam odwiedzić!).

    Dalej niestety prac nad trasą jeszcze nie widać, ale jej przebieg jest naprawdę fantastyczny i widać drzemiący w niej olbrzymi potencjał. Jeśli nie straszna Wam jazda terenowa możecie zresztą sprawdzić to sami. Na porządne asfalty trzeba tu jeszcze poczekać. Do kiedy? Prace między Nowym Targiem a Dębnem mają rozpocząć się jeszcze w tym roku, natomiast zakończenie odcinka Zakopane – Nowy Targ wg nieoficjalnych zapowiedzi najwcześniej koło wakacji 2018 r.

    Śledźcie profil: www.fb.com/velomalopolska – jak tylko pojawią sie jakieś informacje lub pierwsze prace w terenie, na pewno tam o nich usłyszycie.

    Na razie czeka nas jazda „po staremu”, czyli solidny podjazd przez Frydman i Falsztyn, ale widoki na jezioro osładzają wszystko. Po zwiedzeniu zamku i zapory zjeżdżamy  w stronę elektrowni wodnej w Sromowcach Wyżnych. Teraz uwaga – kiedyś będzie tu bardziej elegancki zjazd. Na razie schodzimy gruntową ścieżką wzdłuż ogrodzeń elektrowni i praktycznie zaraz „za winklem" natrafiamy na maszyny budowlane pracujące nad końcówką kolejnego odcinka VeloDunajec (Sromowce Wyżne – kładka na wysokości Czerwonego Klasztoru). Brakuje na nim jeszcze oznakowań, ale odseparowane od ruchu samochodowego asfalty są już w większości gotowe. Miejscami trasa biegnie również po zwykłej drodze – głównie tam, gdzie naprawdę nie było już miejsca na jej osobny przebieg. Jak się jedzie po tym odcinku? Co tu dużo mówić – zobaczcie sami na filmie! Mam nadzieję, że udało się nam oddać euforyczne stany, jakich w tym miejscu doświadczyliśmy :–)

    Dalej, za kładką w Sromowcach Niżnych wpadamy na tzw. Drogę Pienińską, która istnieje już od wielu lat i jest chyba „must see” każdego szanującego się rowerzysty. Ponieważ są to tereny parku narodowego, nawierzchnia jest mieszana: od ubitych szutrów i gruntówek po asfalt i kostkę. Jednak nie to  co pod kołami jest tu najważniejsze. Liczy się otaczający nas krajobraz, czyli Przełom Dunajca. Ten kawałek Pienińskiego Parku Narodowego, który w mojej opinii już dawno powinien trafić na listę UNESCO, warto zobaczyć nie tylko z perspektywy osławionych spływów Dunajcem, ale również z rowerowego siodełka.

    Co dalej? Między Szczawnicą a Ostrowem prace nad trasą podzielone są na kilka etapów –szczegóły znajdziecie na bit.ly/mapaVeloDunajec. Na niektóre z nich są już podpisane umowy i prace powinny zakończyć się w okolicach września 2018 r. Kolejne czekają na rozstrzygnięcie przetargów lub ich ogłoszenie, tak żebyśmy całością mogli przejechać do roku 2020 (w wersji optymistycznej do 2019 r.). Ja cierpliwie na nie poczekam i zdam wam z nich kolejne relacje, bo VeloDunajec na swoich 240 km połączy wszystko, co w Małopolsce najbardziej urzekające.

    Jarek Tarański

    Galeria zdjęć

  • poniedziałek, 16 października 2017
    Myślę, że większość rowerzystów zna pojęcie EuroVelo, czyli projektu sieci długodystansowych szlaków rowerowych oplatających całą Europę. Przez Małopolskę przechodzą dwa z nich. (...) więcej

    Są to:

    • Szlak Europy Centralnej (EuroVelo 4): Roscoff – Kijów (4 tys. km),
    • Szlak Europy Wschodniej (EuroVelo 11): Przylądek Północny – Ateny (5 984 km).

    Naturalnie więc przy projektowaniu sieci VeloMałopolska nie można było ich pominąć. Dziś przyjrzymy się trasie EuroVelo 4 (EV4), która przecina całą Małopolskę na linii wschód-zachód i funkcjonuje również pod nazwą VeloMetropolis.

    W dużej mierze przebieg VeloMetropolis pokrywa się z opisywaną już wcześniej przeze mnie Wiślaną Trasą Rowerową (więcej tutaj), dlatego teraz ograniczę się do przedstawienia Wam, jak postępują prace na ok. 90-kilometrowym odcinku od granic z woj. podkarpackim (m. Jodłówka Wałki) przez Tarnów aż do Woli Batorskiej. Trasę na tym odcinku zaprojektowano tak, aby maksymalnie wykorzystać już istniejące drogi serwisowe przy autostradzie A4, lokalne drogi o małym natężeniu ruchu, istniejącą infrastrukturę rowerową miasta Tarnowa oraz Drogę Królewską w Puszczy Niepołomickiej. I tak – być może EV4 na tym odcinku nie ma jakiegoś super atrakcyjnego przebiegu (poza Puszczą i wałami Raby), ale myślą przewodnią przy projektowaniu było zapewnienie prostego, szybkiego (asfalt) i wygodnego (płasko) połączenia rowerowego na linii Kraków-Tarnów. Ważne było również to, by ten odcinek stał się głównym przebiegiem właśnie dla obu tych europejskich szlaków (EV4 i EV11). W przyszłości ma on połączyć się zgrabnie z pozostałym trasami z sieci VeloMałopolska (WTR, Velo Dunajec, Velo Raba) oraz zapewnić dostęp do wielu innych lokalnych tras rowerowych w subregionie tarnowskim, zwanym też sympatycznie w wąskim gronie moich znajomych rowerzystów “Małopolską Holandią” - chyba wspominałem już, że jest tu “potwornie” płasko :-) 

     Co zostało zrobione na tę chwilę?

    • Wykonano już część oznakowania, choć nadal polecam posługiwanie się również gpx’em, bo znaki pojawiają na razie fragmentarycznie.
    • W samym Tarnowie trasę wytyczono jako rozwiązanie tymczasowe (do roku 2020) przez centrum miasta (gdzie część istniejących chodników zamieniono na drogi rowerowe/CPR) oraz istniejącym mostem nad Dunajcem. Docelowy przebieg trasy rowerowej EV4 został przewidziany w ciągu północnej obwodnicy Tarnowa (wzdłuż ulic Wyszyńskiego, Elektrycznej, Spokojnej i Błoni) z przekroczeniem Dunajca po nowym moście łączącym strefę aktywności gospodarczej w Tarnowie z węzłem autostrady A4 w Wierzchosławicach. Wybudowano nawierzchnię tymczasową na fragmencie wału rzeki Raby (na asfalt musimy poczekać, trzeba wcześniej dodatkowo wyremontować wały).
    • Wybudowano część „niewidocznej” na pierwszy rzut oka infrastruktury typu mostki i przepusty nad rowami melioracyjnymi unikając przy tym szpetnej „barierkorozy” (brawo!).

     A czego brakowało nam podczas sierpniowego objazdu?

    • Spięcia fragmentów istniejących dróg serwisowych biegnących wzdłuż autostrady A4, tak żeby stworzyły spójną trasę. Wiąże się to z wykonaniem remontu niektórych odcinków (w większości przejezdnych dróg gruntowych) oraz wybudowaniem kilku zupełnie nowych fragmentów.
    • Pełnego oznakowania całej trasy.

    Zakończenie wszystkich prac planowane jest na listopad 2017 roku. Wtedy pojedziemy sobie na kolejny rekonesans i zaktualizujemy mapę uwzględniając postęp robót (http://bit.ly/eurovelo4). 

     Jeśli ktoś nie oglądał live’a (link https://goo.gl/neJuVW) nagranego na zakończenie sierpniowego przejazdu, to poniżej znajdziecie skondensowaną garść moich osobistych wrażeń.

    Trasę polecam zacząć od pociągu, którym z Krakowa można sprawnie dotrzeć do miejsca startu – stacji kolejowej Wałki. Stąd lokalnymi drogami docieramy pod autostradę A4, żeby wpaść na biegnące równolegle do niej drogi serwisowe, które poprowadzą nas aż pod rogatki Tarnowa. Wbrew pozorom jazda wzdłuż autostrady nie przeszkadza jakoś specjalnie. Jadąc sobie w parach i plotkując w tych lekko industrialnych okolicznościach przyrody nawet nie zauważamy pierwszych przejechanych 10 km.. 

    Zaraz na wlocie do Tarnowa brakuje jeszcze fragmentu, którym można by ominąć ruchliwe łączniki z autostradą, ale jakoś daliśmy radę. A sam Tarnów? No cóż… Dość mocno czuć „tymczasowość” obecnego rozwiązania i to, że trasę wytyczono na razie po istniejących chodnikach. Spodziewajcie się nawierzchni wszelakiej, czyli głównie kostki bauma i płyt chodnikowych w różnym stanie (asfaltu jest może z 300 m). Do powolnej jazdy turystycznej lub dla “lokalsów” taki przebieg jest może i znośny, ale np. już na rower szosowy się nie nadaje.  Pamiętajcie o tym, jeśli zdecydujecie się jednak na jazdę tędy na ultra wąskich oponach. Szybkiego zwiedzania również nie polecam, bo warto obejrzeć Tarnów na spokojnie – wstąpić do Parku Strzeleckiego, czy przejechać się przez historyczne centrum do Rynku (uwaga – kostka brukowa). Po wyjechaniu z centrum trasa kieruje nas na most na Dunajcu w miejscowości Ostrów, gdzie po prawej kusi nas długa, asfaltowa nitka odcinka VeloDunajec. W przyszłości będzie tu całkiem zacny węzeł, na którym skrzyżują się aż 3 trasy (EV4, VeloDunajec oraz EV11).

    Na razie brakuje tu jeszcze łącznika ze stacją kolejową Bogumiłowice. Sugeruję więc wykorzystać istniejące drogi publiczne, którymi dojedziemy w jej okolice i dalej do kolejnego, tym razem już ponad 30-kilometrowego odcinka poprowadzonego po istniejących, ciągnących się wzdłuż autostrady fragmentach dróg technicznych. Tak jak pisałem wcześniej, na tę chwilę brakuje tu porządnych połączeń między tymi fragmentami, ale mam nadzieję, że pojawią się pod koniec jesieni 2017r. i wtedy zarekomenduję Wam tę trasę w 100%.

    Na tym odcinku witają nas też pierwsze oznakowania trasy oraz tabliczki wskazujące lokalizację przyszłych Miejsc Obsługi Rowerzystów. Obecnie możecie skorzystać z MOR’u autostradowego (MOP Mokrzyska), który mam nadzieję, już wkrótce trochę szerzej otworzy swoje podwoje dla rowerzystów. Zaraz za nim żegnamy powoli „serwisówki” i jedziemy dalej przez lasy i wioski tej regionu tarnowskiego po lokalnych drogach o znośnym natężeniu ruchu. Docieramy tak do Bogucic, gdzie trasa przez parę kilometrów przebiega wałami rzeki Raby. Nawet teraz po istniejącej tu tymczasowej nawierzchni jedzie się wybornie, a z wałów, przy dobrej widoczności, jesteśmy w stanie upolować klawe widoki na Beskidy. Tak docieramy do chyba najbardziej malowniczego punktu na tej trasie, czyli kładki pieszo-rowerowej na Rabie w Mikluszowicach. Formalnie jest tu nakaz przeprowadzenia roweru i lepiej zróbcie to, jeśli tylko zobaczycie kogoś z naprzeciwka na kładce, bo jest ona na tyle wąska (na oko jakieś 2 m), że wyminięcie się dwójki rowerzystów może być po prostu niemożliwe. Ale i tak warto przetoczyć się po niej właśnie powoli i poobserwować z góry zielone brzegi rzeki Raby. W przyszłości napotkamy tu znaki trasy VeloRaba, którą będziemy mogli dojechać do Uścia Solnego i WTR. Ale to za jakiś czas, a obecnie zaraz za kładką natkniecie się na jedyne wzniesienie w okolicy, czyli owianą legendami Górę Świętego Jana. We wczesnym średniowieczu funkcjonował na niej gród obronny. Zaintrygowani? Odpocznijcie tu sobie dłużej, bo przed Wami pojawi się zaraz Puszcza Niepołomicka i jej długa, asfaltowa prosta, czyli tzw. Żubrostrada. Tu właśnie, dwa razy w roku, odbywają się wyścigi pod nazwą „Szybka Dycha”, czyli ściągająca tu liczne grono szosowców konkurencja jazdy na czas. Oczywiście można też ten fragment przejechać na zupełnym luzie, tak jak czyni to na codzień większość rowerzystów, rolkarzy i biegaczy.

    Ostatnie 10 km odcinka VeloMetropolis jest już oznakowane i poprowadzone po „normalnych drogach” biegnących po obrzeżach Puszczy oraz w okolicach Woli Batorskiej. Jadąc po nich sprawnie docieramy do wałów wiślanych, gdzie w przyszłości EV4 spotka Wiślaną Trasę Rowerową i w jej śladzie poprowadzi nas dalej przez resztę województwa aż na Śląsk (planuje się budowę tego brakującego fragmentu WTR do Krakowa w latach 2018-2020).

    Kolejna relacja już pod koniec listopada. Sprawdzimy wtedy jak poszły zaplanowane roboty na trasach VeloMałopolska.  Zapraszam do śledzenia www.velomaloposka.pl

    Jarek Tarański

    Testujemy trasę Euro Velo 4 / VeloMetropolis

    Zobacz film autora z trasy VeloMetropolis

    Galeria zdjęć

  • poniedziałek, 16 października 2017
    Trasa rowerowa z prawdziwego zdarzenia biegnąca wzdłuż królowej polskich rzek - taka wizja Wiślanej Trasy Rowerowej pojawiła się jakieś 20 lat temu.  Niestety później temat WTR na długie lata zamarł. Tak było przynajmniej do 2014 r. (...) więcej

    Wtedy „wiślanka wypłynęła” ponownie - tym razem w śmiałym projekcie sieci tras rowerowych w Małopolsce, gdzie uczyniono ją jedną z głównych ścieżek rowerowych. Zgodnie z planami ma ona biec w większości po wałach wiślanych (na których koronie miał się pojawić asfaltowy dywanik), a tam gdzie nie będzie takiej możliwości - po spokojnych drogach publicznych poprowadzonych blisko rzeki. Czyli wypisz, wymaluj tak, jak od lat realizuje się trasy rowerowej turystyki długodystansowej w Austrii czy Niemczech.

    Szczerze przyznam, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym pomyśle na targach WinterTravel 2014, podszedłem do niego wysoce sceptycznie. Nie był to pierwszy projekt szlaku rowerowego, jaki dany mi było obserwować. Każdy z nich w założeniach był świetny, jednak realizacja ograniczała się zazwyczaj do przybicia tabliczek z oznakowaniem i na tym kończyło się podejście do „infrastruktury rowerowej”. Nie zrozumcie mnie źle…Uwielbiam jazdę terenowymi szlakami, ale tak naprawdę to ich wyznaczania nie potrzebuję - rower daje taką wolność, że i tak prawie wszędzie (poza parkami narodowymi) da się nim pojechać. Jednak od szlaków nastawionych na długi dystans i „dla każdego” powinno wymagać się więcej. Zwłaszcza, jeśli za ich pomocą chcemy spopularyzować szerzej aktywność rowerową. W projekcie Velo Małopolska postawiono zatem twarde wytyczne cechujące najlepsze podejście do tematu turystyki rowerowej - główne trasy mają mieć asfaltową nawierzchnię, muszą być poprowadzone w większości po płaskim terenie, z dala odruchu ogólnego i to jeszcze w taki sposób, żeby spinały główne miasta w Małopolsce w jak najkrótszy, ale zarazem malowniczy sposób. Jednym słowem, mają stanowić porządny kręgosłup, od którego odchodzą lokalne trasy turystyczne umożliwiające zwiedzenie atrakcji leżących w odległościach 20-30 km od tras głównych. Piękna wizja, nieprawdaż?

    Wyobraźcie sobie teraz moje pozytywne zaskoczenie, kiedy prawie równy rok temu wybrałem się do Szczucina na pierwszy rekonesans. Chciałem się przekonać jak te słuszne założenia mają się w stosunku do rzeczywistości. Praktycznie z marszu natrafiłem na pierwszą, gotową 30-to kilometrową nitkę asfaltu, która pojawiła się zaraz za małopolskim “witaczem” (już go nie ma, a szkoda, choć trzeba by teraz na nich domalować symbol roweru).. Moje rowerowe serce zostało kupione praktycznie od razu. Miałem ochotę postawić przysłowiowego "browara" każdej napotkanej na trasie ekipie budowlanej. Od tamtej pory objechałem już cały małopolski odcinek WTR kilkukrotnie, w różnych porach dnia i roku (tak, po ciemku też się po niej świetnie jeździ, polecam jedynie dobre światło plus towarzystwo).  Za każdym razem cieszyłem się jak dzieciak na widok nowego elementu trasy, jaki powstaje dzięki projektowi prowadzonemu przez Samorząd Województwa Małopolskiego.

    Zapytacie - czy WTR ma jakieś wady? Pewnie - głównie taką, że nie jest to jeszcze trasa w pełni ukończona. Do tej pory wybudowano i oznakowano dwa prawie 90-cio kilometrowe odcinki (Brzeszcze-Skawina oraz Chobot-Szczucin), natomiast w dalszym ciągu brakuje kilku Miejsc Obsługi Rowerzystów, odcinka na terenie gminy Niepołomice (będzie w 2018 r.) i paru odcinków (niestety kluczowych z punktu widzenia spójności) na terenie Miasta Krakowa.

    Odcinki, gdzie już śmiało możecie pojeździć po WTR znajdziecie na tej mapie http://bit.ly/mapaWTR (kolor czarny i szary to gotowe, asfaltowe fragmenty).  Gdyby ktoś miał ochotę przejechać całość, to polecam jechać wg. tego śladu gpx (https://goo.gl/b9867o), który nadaje się nawet na szosówki i dzięki któremu w miarę zgrabny sposób objedziecie brakujące fragmenty. A jak wygląda sama trasa? Odpuszczę sobie opis zabytków i atrakcji, jakie możecie napotkać w najbliższej odległości WTR, bo musiałbym stworzyć obszerny przewodnik turystyczny. Skoncentruję się tylko na tym, co spotkacie dokładnie w śladzie trasy.

    WTR w woj. małopolskim proponuję rozpocząć od jego granic ze Śląskiem, czyli w Jawiszowicach (z Krakowa do stacji Brzeszcze-Jawiszowice możecie dostać się pociągiem). Stąd WTR biegnie do Oświęcimia przez malownicze stawy w Brzeszczach (obszar Natura 2000) oraz przez drogi lokalne o śladowym ruchu. W samym Oświęcimiu wykorzystano istniejące ciągi pieszo-rowerowe na wałach Soły (niestety z kostki) oraz dorobiono kilka brakujących odcinków (tym razem już asfaltowych).  Dzięki temu przejeżdżamy całe miasto omijając jednocześnie ruch samochodowy. Docieramy w ten sposób do mostu na Wiśle, skąd zgrabnym zjazdem dostajemy się na prawobrzeżny wał Wisły z ciągnącym się na nim aż po horyzont dywanikiem asfaltowym. I tu tak naprawdę zaczyna się prawdziwa jazda z wykorzystaniem wszelkich dobrodziejstw twardego trzymania się założeń projektu.  Jest gładko i płasko, a do tego zielono, cicho i przepięknie o każdej porze roku. Dla niektórych mogą to być „śmiertelne nudy”, ale dla mnie takie sunięcie sobie +- 30 km/h (czyli z założoną przez projektantów prędkością) z cichym szumem opon, gdzie jedynym zmartwieniem staje się chłonięcie o spokoju i bogactwa natury, jest właśnie kwintesencją tej rowerowej trasy i raczej nigdy mi się to nie znudzi (a mam już spore doświadczenie w tym temacie, bo trasy tynieckiej używałem praktycznie dzień w dzień przez 5 lat jako dojazdówki do pracy). Taka sielanka przerywana tylko kilkoma kilometrami odcinków o nawierzchni tymczasowej (tu wały muszą być jeszcze wyremontowane, więc na razie są ubite szutry) trwa praktycznie do miejscowości Kamień, gdzie mamy 2 opcje - pojechać asfaltowym podjazdem (tak jak poprowadzą znaki) albo przeprawić się promem “Drogowiec” (ma zacząć wkrótce ponownie kursować!) na prawy, o wiele łagodniejszy brzeg Wisły i nim dotrzeć do zapory w Łączanach. Stąd aż do Skawiny jedziemy „miksem” spokojnych dróg lokalnych poprowadzonych pod wałem oraz tych biegnących po jego koronie. Na chwilę obecną „zachodni” odcinek WTR kończy się na kładce nad rzeką Skawinką, która za moment będzie oddana do użytku. Wytyczając dalszą trasę polecam skorzystać z objazdowego gpx, który tymczasowo poprowadzi nas przez krakowską metropolię, a dalej po zwykłych drogach przez Niepołomice oraz Puszczę Niepołomicką aż do miejscowości Chobot. Tu wjeżdżamy z powrotem na wały i znajdujemy pierwsze znaki kolejnego, gotowego odcinka WTR. Nazwijmy go umownie „wschodnim”. Nie zrażajcie się jego szutrowym początkiem. Ma on może z 300 metrów, po których zamienia się w gładki asfalt, na którym możemy znowu nabrać wiatru pod kołami.

    Gładka nawierzchnia prowadzi nas przez Ispinę (gdzie zaraz obok mostu możecie odpocząć w pierwszym MOR) i doprowadza nas do m. Grobla, gdzie zjeżdżamy z powrotem na lokalne drogi. Tak dojeżdżamy do mostu w Uściu Solnym (w przyszłości napotkamy tu projektowaną trasą Velo Raba), za którym po raz kolejny wjeżdżamy na wały rzeczne. Nie wiem, czy to nie jest właśnie mój ulubiony kawałek „wschodniego” odcinka WTR z niesamowicie malowniczym widokiem na zielone meandry Wisły, dzikie plaże oraz wiatraki stojące na jej wysokim, prawym brzegu w okolicach Koszyc. Asfaltowo - wałowa sielanka ciągnie się aż do okolic Wietrzychowic, gdzie trasa zjeżdża z wałów i kieruje nas do centrum (uzupełnijcie tu swoje zapasy, jest tu kilka sklepów) i dalej w stronę bezpłatnego promu na Dunajcu, który kursuje cały rok (latem od 6:00 do 20:00, a w pozostałe pory roku do 18:00). Zaraz za promem czeka nas kilkukilometrowy odcinek przez malownicze i spokojne wioski Powiśla Dąbrowskiego (czuć tu ducha położonego niedaleko stąd osławionego Zalipia https://bit.ly/doZalipia), przez które dojedziecie do Ujścia Jezuickiego. Tu polecam zjechać do miejsca przeprawy promowej, która chyba jako jedyna w Polsce znajduje się w miejscu styku dwóch rzek (ujście Dunajca do Wisły). Jeśli jednak macie dość promów, to kierujcie się od razu za znakami WTR na wały, gdzie zaczyna się ponad 30-to kilometrowy odcinek ciągłej DDR’ki (Drogi Dla Rowerów J) po wałach, którym dotrzemy do finału trasy w Szczucinie. Co dalej?

    • Jeśli jedziecie wzdłuż Wisły przez całą Polskę (a niestety w najbliższych 3 województwach: podkarpackim, świętokrzyskim i lubelskim WTR praktycznie nie istnieje), to polecam sprawdzoną trasę: trzymać się prawego brzegu i kierować się na Baranów Sandomierski, Jezioro Tarnobrzeskie, a później promem w Tarnobrzegu przeprawić się na lewy brzeg w okolice sandomierskich sadów i wrócić na prawy brzeg dopiero promem w Zawichoście. Stamtąd dalej „polską Toskanią” jechać w stronę Kazimierza nad Wisłą i następnie na północ.
    • Jeśli chcecie wrócić do Krakowa to polecam kolację i nocleg w Szczucinie tak, żeby rankiem móc zwiedzić istniejące tu Muzeum Drogownictwa, a potem wsiąść na rower i wrócić przez lasy i wioski Powiśla Dąbrowskiego (tym razem już koniecznie ze zwiedzaniem Zalipia) kierując się na prom w Otfinowie. Promem przeprawicie się na lewy brzeg Dunajca, gdzie od razu traficie na kolejną trasę z sieci Velo Małopolska, czyli Velo Dunajec. Trzymajcie się jej aż do Bogumiłowic, skąd w niecałą godzinę możecie wrócić pociągiem do Krakowa albo skorzystać z przebiegającej tędy trasy Velo Metropolis (małopolska część Euro Velo4), którą w najszybszy sposób dotrzecie do Niepołomic (ale o tym już w kolejnym moim wpisie).

    Jarek Tarański

    Wiślana Trasa Rowerowa w Małopolsce

    Zobacz film autora z trasy Wislanej Trasy Rowerowej

     

    Galeria zdjęć

  • piątek, 29 września 2017
    Kiedy kończy się sezon rowerowy? Dobre, godne filozofów pytanie, ale odpowiedź na nie jest tak prosta, jak jazda na rowerze. Otóż sezon rowerowy nigdy się nie kończy – odpowiedzą chórem wszyscy, którzy kochają jazdę! Bo nawet jeśli skończyło się lato (czyli teoretycznie dobiegł końca sezon kolarski), to znaczy, że właśnie zaczęła się jesienna odsłona rowerowania. Rower, jesień, góry – jeśli ktoś zna lepsze połączenie, proszę podnieść rękę i przycisnąć przycisk!? Nie widać rąk w górze, a to oznacza, że możemy ruszać. (...) więcej

    Velo Dunajec, to jedyny fragment Velo Małopolska na Sądecczyźnie, który doczekał się własnej nazwy. Trzeba docenić to wyróżnienie. Kawałek dalej, gdzieś w okolicach Krościenka, Dunajec kojarzy nam się raczej ze słynnym flisackim spływem, a w okolicach Wietrznic ze slalomem zwinnymi górskimi kajakami. Na szczęście ktoś przytomnie zauważył, że wzdłuż tej majestatycznej i dumnej rzeki idealnie byłoby przejechać rowerem. Oczywiście w tym momencie wkraczamy na grząski i niepewny grunt, czy to aby przełom Dunajca jest najpiękniejszą trasą rowerową w tej części Małopolski, bo nie mniej liczni zakrzykną, że to Dolina Popradu jest atrakcyjniejsza. Nie będziemy tu jednak wchodzić w kompetencje jury konkursu piękności. Naszą rzeczą jest czerpać jak najwięcej frajdy z jazdy rowerem po najatrakcyjniejszych zakątkach Małopolski, a nie wykłócać się, która trasa fajniejsza. Małopolska jest tak piękna i urozmaicona krajobrazowo, że najlepiej przekonać się o tym osobiście i przejechać wszystkich odcinki Velo Małopolska. Ale to dopiero w przyszłym roku. Trasy Velo Małopolska posiadają jedną, bardzo ważną cechę, o której do tej pory nie wspomnieliśmy ani słowem.

    Otóż z Velo Małopolska jest trochę jak z Księżycem. Dotychczas znaliśmy wiele miejsc tylko z jednej strony – tej widzianej z okien samochodu albo pociągu. Teraz będziemy przejeżdżać niby przez te same miejscowości, kolejne gminy i powiaty, ale będą wyglądały zupełnie inaczej. Takich ich nie znaliśmy. Odkrywamy Małopolskę na nowo: rowerem! Bo świat – proszę Państwa – jawił nam się będzie całkiem innym z siodełka roweru, a potwierdzi to każdy średnio doświadczony cyklista. I nagle, zupełnie niespodziewanie, doznamy olśnienia, w jak pięknym miejscu żyjemy. No, ale; żeby dokonać tego odkrycia na miarę Kolumba, najpierw musimy zadać sobie odrobinę fatygi i przejechać Velo Małopolska.

    Tak też będzie na Velo Dunajec. No cóż – Dolinę Dunajca niby znamy, niby jechaliśmy tędy mniejszą lub większą ilość razy, ale samochodem, trochę jak koń dorożkarski, widząc ledwie tyle, na ile nam droga i zbyt duża prędkość naszego wypasionego samochodu pozwalały. Rowerem otrzemy się o nadbrzeżne krzaki, przejedziemy przez podwórko gospodarza, o istnieniu którego dotychczas mieliśmy tak mgliste wyobrażenie, jak o życiu na Marsie. Z jednej strony rzeka z bystrym nurtem, z drugiej góry, a pośrodku my i bezpieczna ścieżka rowerowa, która da nam absolutny komfort odseparowania się od ruchliwej szosy, po której nawet zawodowi kolarze nie bardzo lubią jeździć. No i – zgodnie z zasadą Euro Velo – nie będą nas tu czekać zbyt strome podjazdy. No chyba, że na własne życzenie zboczymy na chwilę z trasy.

    Najciekawszy odcinek Velo-Dunajec zapowiada się w gminie Łącko i Podegrodzie, zanim w okolicach Starego Sącza trasa ta połączy się z drugą nitką Velo Małopolska, by dalej biec nadrzecznymi wałami w kierunku Nowego Sącza. Wójt Łącka Jan Dziedzina zapowiada na trasie liczne atrakcje mające ułatwić życie cyklistom. I tylko jedna uwaga – nawet w chłodne dni, nie należy do bidonu wlewać lokalnego łąckiego przysmaku ze śliwek, bo on zgodnie z legendą – owszem – daje krzepę, ale akurat nie kolarzom w trakcie jazdy. A po wycieczce, po treningu to już zupełnie inna sprawa. Pokonując Velo-Dunajec krasimy lica w sposób naturalny – poprzez zadany sobie wysiłek i słońce na twarzy. Inne kraszenie lic potraktowane zostanie jak stosowanie dopingu i skutkować może długotrwałą dyskwalifikacją.

    Jeśli więc zaczęła się jesień, to absolutnie nie oznacza, że skończył się sezon rowerowy. Owszem, kończy się sezon ogórkowy, ale rowerowy? Nigdy! Po prostu rozpoczęła się jego kolejna, inna, może nawet ciekawsza odsłona. Sezon kolarski trwa cały rok., Zmieniają się tylko rowerowe stroje, jakie na siebie zakładamy, zmieniają się opony na zimowe – a jakże! – i rowery zmieniamy na takie, które mniej się boją deszczu, a i na śniegu nieźle się czują. Ojej, ale tu się już chyba za daleko zapędziliśmy…

    Wojciech Molendowicz

    „Małopolska, Dolina Dunajca, małopolski odcinek trasy Euro Velo”

    Zobacz film autora z tras

    Galeria zdjęć

  • środa, 13 września 2017
    Macie ochotę na ciekawą, niezbyt forsującą wycieczkę rowerową z atrakcjami przyrodniczo – kulturowymi w pobliżu Krakowa? Jeśli tak to zapraszam i gorąco polecam ostatnio „zaliczoną” przeze mnie Wiślaną Trasę Rowerową na odcinku: Kopanka -Czernichów! Szczerze mówiąc zakładałem dużo dłuższy przejazd, ale po drodze jest tyle do zobaczenia, że trudno było się nie zatrzymywać… (...) więcej

    Zaparkowałem samochód w Skawinie i wystartowałem. Po kilku kilometrach wjechałem ulicą Piastowską na most na Skawince, a stamtąd bocznymi dróżkami prosto na Wiślaną Trasę Rowerową. Byłem ciekaw na jakim etapie jest budowa nowej kładki pieszo – rowerowej.  Muszę przyznać, że efekty prac są imponujące. Wkrótce będzie to wielkie udogodnienie dla rowerzystów.

    Przejechałem do Kopanki jakieś 2 km bardzo wygodną, wyasfaltowaną ścieżką wałem wiślanym. To komfortowy, odprężający odcinek z widokiem na Wisłę po prawej i na łąki po lewej stronie. Z Kopanki do Pozowic trzeba już korzystać z drogi gminnej, ale nie jest źle! Ruch niewielki, jedzie się bardzo dobrze po nowym asfalcie ciesząc oczy wiejskim krajobrazem.

    Po około 6 km skręciłem z trasy do Ochodzy, żeby zobaczyć zabudowania odrestaurowanego dworu Strzemeckich z początku XIX wieku. Ten klasycystyczny zespół dworski położony jest w niewielkim parku krajobrazowym i chociaż obecnie znajduje się w rękach prywatnych, to przy odrobinie szczęścia można zajrzeć na dziedziniec.

    Po kolejnych kilku kilometrach dojechałem do wsi Facimiech. Warto zatrzymać się tutaj i dotrzeć na teren klubu jeździeckiego, który znajduje się na obszarze dawnego folwarku dworskiego. I co ciekawe - jest to jedyne miejsce w Małopolsce, gdzie rozgrywają się zawody we wszystkich dyscyplinach olimpijskich w jeździectwie.

    Kolejny przystanek po przejechaniu około 6 km to Czernichów. Zdecydowałem, że przeprawie się tam promem, bo warto. Na terenie gminy znajduje się kilka cennych i wartych obejrzenia zabytków. Pierwszym z nich jest klasycystyczny zespół dworsko – pałacowy z połowy XIX wieku. Otworzono tutaj szkołę rolniczą w 1860 roku, która działa nieprzerwanie do dzisiaj i jest najstarszą tego typu szkołą w Polsce. Dzięki wysokiej randze szkoły Czernichów stał się znany na terenie całej Galicji.

    Nieopodal znajduje się kościół gotycki z XV wieku pod wezwaniem św. Trójcy - murowany, powiększony i przebudowany w XVII wieku w stylu barokowym. Warto go zobaczyć, bo jest to najpotężniejszy przykład prowincjonalnej architektury barokowej na Ziemi Krakowskiej.

    W sąsiedztwie kościoła na szczycie wzgórza dominującego nad okolicą znajduje się kaplica różańcowa wykonana z kamienia wapiennego, uważana za jeden z bardziej interesujących przykładów barokowych kaplic w Polsce.

    Gdy już nasyciłem oczy pięknem architektury, podjechałem kawałek na północ od centrum miejscowości w kierunku Wzgórza Chełm (wys. 278,6 m n.p.m.). Jest to zakątek o szczególnych walorach przyrodniczych położony w obrębie Bramy Krakowskiej – jednostki łączącej trzy elementy polskiego krajobrazu: Karpaty, kotliny podkarpackie i wyżyny. To doskonałe miejsce na wypoczynek, a dla koneserów przyrody unikatowy punkt do  obserwacji dużej różnorodności siedlisk zwierząt i zbiorowisk roślinnych.

    I teraz, drogi rowerzysto, po tak wielu atrakcjach kulturalno-przyrodniczych masz 3 możliwości do wyboru. Jeśli posiadasz jeszcze trochę siły, wróć na Wiślaną Trasę Rowerową i pędź w kierunku Oświęcimia. Jeśli Twoja głowa jest pełna wrażeń, lecz jesteś już zmęczony, możesz podjechać do Brzeźnicy (na południe od centrum Czernichowa) i wsiąść w pociąg do Krakowa albo… robisz „pętelkę” wracając do punktu wyjścia inną trasą. Ja chciałem sobie troszkę podkręcić puls i wybrałem tę trzecią możliwość. Wracam do Kopanki przez Wołowice drugim brzegiem Wisły. Jadę około 10 km przyjemną, równą drogą o nieznacznym natężeniu ruchu. Przed Wołowicami pojawia się możliwość pokonania kolejnych 3 km szlakiem rowerowym. Ostatni odcinek trasy przejeżdżam w malowniczym terenie blisko Wisły. I znowu przeprawa promem! Jest to na pewno duża atrakcja szczególnie na wycieczkach rowerowych z dziećmi.

    Moją dzisiejszą przejażdżkę kończę w punkcie startu, czyli w Skawinie.  W niedługim czasie powstanie nitka Wiślanej Trasy Rowerowej do Tyńca, wtedy wycieczka bezpośrednio do Krakowa będzie jak najbardziej możliwa.

    Igor Sikorski

    Galeria zdjęć

  • piątek, 08 września 2017
    Małopolski, a precyzyjniej nadpopradzki, odcinek Euro Velo już dzisiaj wydaje się właśnie tym, który będzie najatrakcyjniejszym w województwie. Gdyby w przyszłym roku marszałek ogłosił plebiscyt na Wasz ulubiony odcinek Velo Małopolska, stawiam każde pieniądze, że trasa wzdłuż Popradu znajdzie się w ścisłej czołówce takiego rankingu. (...) więcej

    Dlaczego? Z bardzo wielu powodów, choć tutaj skupię się tylko na dwóch najważniejszych. Z Popradem meandrującym pomiędzy szczytami Beskidu Sądeckiego (a wraz z rzeką meandruje Velo Małopolska) próżno iść w zawody jakiejkolwiek innej małopolskiej rzece, choć przecież wszystkie mają swój niepowtarzalny urok. Atut drugi – absolutnie bezkonkurencyjny – jadąc popradzkim odcinkiem Velo Małopolska w każdej chwili możemy odrobinę zboczyć z rowerowej ścieżki i dla sprawdzenia się w bardziej wymagających warunkach wyskoczyć dla treningu na którąś z okolicznych górek. Górek albo i całkiem poważnych gór. Tak na chwilę, dla podniesienia sobie tętna i poziomu adrenaliny, by za chwilę szaleńczym zjazdem wrócić do Velo Małopolska i spokojnie pojechać dalej. Takich atrakcji naprawdę nie mają nigdzie indziej.

    Oczywiście podjazd na widokowego ślimaka w Woli Kroguleckiej (wystarczy 2 km zboczyć z Velo Małopolska – patrz film) zostawiamy wyłącznie śmiałkom. Nadpopradzki odcinek pomiędzy Piwniczną – Rytrem – Barcicami – Starym i Nowym Sączem jest absolutnie dla każdego. Powiem więcej – jeśli jeszcze nigdy nie wybrałeś się rowerem dalej niż do osiedlowego sklepu (a po nocach marzysz o prawdziwej trasie) ten fragment będzie idealny właśnie dla Ciebie. Trudno o lepsze miejsce dla popularyzacji turystyki rowerowej. Tutaj masz pięć w jednym: zwiedzasz wyjątkowo urokliwy region Małopolski, jedziesz rowerem (czyli robisz to, co najbardziej lubisz), a na wyciągnięcie ręki masz wodę, góry i niepowtarzalne zabytki np. Starego Sącza. W zasadzie co miejscowość to nowe atrakcje i miejsca, które – być może – znałeś dotychczas głównie z turystycznego przewodnika albo telewizyjnych migawek. Na popradzki odcinek Velo Małopolska powinno się delegować wszystkich początkujących cyklistów, bo nic tak nie zachęca do uprawiania tej formy aktywności fizycznej jak nabieranie doświadczenia w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach. Powiem nawet rzecz, której początkującym mówić się absolutnie nie powinno: Drogi Przyjacielu, Początkujący Cyklisto, jeśli zmęczysz się jazdą ok. 30-kilometrowym odcinkiem Velo Małopolska, to nawet nie dojeżdżając do Nowego Sącza w dowolnym miejscu odstawisz rower i pójdziesz na ryby (jeśli wcześniej akurat zaopatrzysz się w wędkę oprócz rowerowej pompki), bo do tej dyscypliny sportu nie trzeba angażować aż tylu kalorii, co do jeżdżenia. Albo jeszcze lepiej – położysz się na brzegu rzeki z ulubioną książką, a jeśli i czytanie cię zmęczy, po prostu będziesz kontemplował górskie krajobrazy Beskidu Sądeckiego. A najlepiej widok swojego nowego roweru na tle gór.

    Aby to się udało, musisz wcześniej spełnić jeden warunek – wsiąść na rower i jechać. Małopolska wsiada na rowery? Super, ty też wsiądź! Trener kolarski Arkadiusz Kogut (pochodzący akurat z Barcic nad Popradem czyli Velo Małopolska ma za oknem) choć na co dzień pracuje z profesjonalnymi kolarzami, jest absolutnie zachwycony pomysłem wytyczenia Euro Velo:

    - Taka ścieżka, czy raczej wielka sieć ścieżek rowerowych to kapitalna sprawa. Dla wielu osób czujących obawę przed jazdą rowerem w ulicznym ruchu, Velo Małopolska daje bardzo ważne poczucie bezpieczeństwa. Tu nie muszą obawiać się bliskości samochodów, a mogą koncentrować się wyłącznie na radości, jaką daje jazda na rowerze. Bo jazda na rowerze daje radość w każdym wieku. Na odkrycie roweru nigdy nie jest za późno i nie ma praktycznie znaczenia czym się w życiu zajmujemy zawodowo i jakie były nasze dotychczasowe związki ze sportem. Bardzo istotny jest fakt, iż konfiguracja trasy – czyli praktycznie brak wzniesień – sprawia, że jest ona dostępna dla każdego. Dla początkujących, dla tych, którym kondycja nie pozwala na trudniejsze trasy, dla rodzin z dziećmi. Jazda jakimi „rowerowymi autostradami” to czysta przyjemność i ważny krok w propagowaniu roweru jako sportu dostępnego dla wszystkich. Rower daje prawdziwą radość – im szybciej to odkryjemy, tym szybciej dołączymy do grona ludzi zadowolonych z życia.

    Wojciech Molendowicz

    „Małopolska,Barcice, Dolina Popradu,

    Małopolska,Barcice, Dolina Popradu

    Galeria zdjęć

  • poniedziałek, 31 lipca 2017
    Jeśli chcesz naprawdę zobaczyć Zalipie, wybierz się tam najlepiej na rowerze, a nie samochodem. W poniższym tekście podpowiadamy: (...) więcej
    • dlaczego wybrać akurat dwa kółka, jako najlepszy ku temu środek transportu,
    •  jak zaliczyć tą trasę w miarę bez wysiłku nawet w jeden dzień (jakby nie patrzeć odległość z Krakowa to ponad 100 km) korzystając z wygodnych połączeń Kolei Małopolskich,
    • w jaki sposób zaplanować wycieczkę po nowiutkich, bo wybudowanych na przestrzeni ostatniego roku, genialnych trasach rowerowych w Małopolsce: Wiślanej Trasie Rowerowej oraz Velo Dunajec,
    • gdzie przepłynąć się dwoma promami rzecznymi po Dunajcu,
    • i w końcu jak miło spędzić na rowerze cały dzień.

    Cel naszej wycieczki, czyli malowana wieś Zalipie posiada ponoć status najbardziej instagramowej wioski świata. Być może dlatego duża ilość osób, która się tu wybiera, ma spore oczekiwania wobec tego co zobaczy na miejscu. Niektórzy spodziewają się swego rodzaju skansenu, do którego można przyjechać samochodem, zostawić go na parkingu i w godzinę oblecieć wszystkie obiekty. Tak to jednak nie wygląda. Zalipie to normalnie funkcjonująca wioska, której mieszkańcy od lat upiększają w oryginalny sposób swoje obejścia. Na ok. 150 gospodarstw w Zalipiu jakaś ⅓ jest przyozdobiona ręcznie malowanymi motywami kwiatowymi. Czasem są to całe obejścia, czasem fragmenty, jak drzwi, budy, czy studnie. Dlatego z okien samochodu możecie po prostu nie być w stanie tego wszystkiego wyłapać.

    Proponuję więc o wiele spokojniejsze poszwędanie się tutaj rowerem od strony Dunajca i powolną jazdę dookoła całej wioski. Warto zahaczyć o Dom Malarek (gdzie można dostać mapę z zaznaczonymi domostwami), lokalny kościół czy Zagrodę Trójniaków. Aktualnie samo Muzeum Zagroda Felicji Curyłowej jest zamknięte dla zwiedzających do końca 2018 r - trwa remont. W każdy weekend wakacji organizowane są jednak przez pracowników Tarnowskiego Centrum Informacji Turystycznej wycieczki po Zalipiu (zbiórka o godz. 11 przy zagrodzie Felicji Curyłowej). Więcej szczegółów znajdziecie na www.muzeum.tarnow.pl oraz www.it.tarnow.pl

    Zachęceni? To teraz podpowiadam jak wykręcić ten dystans z Krakowa na rowerach każdego typu i bez żadnego stresu. Oto moja propozycja wycieczki do Zalipia z wykorzystaniem pociągu, roweru i nowych tras sieci Velo Małopolska.

    Z Krakowa jedziemy pociągiem do stacji Stanisławice (na tej trasie pociągi jeżdżą +/- co godzinę) ➜ następnie przejazd przez Puszczę Niepołomicką do Chobotu, gdzie wskakujecie na ➜ Wiślana Trasa Rowerowa ➜ później prom w Wietrzychowicach (w okresie od 1.05 do 31.10 czynny od 6:00 do 20:00., tel. 14 674 12 30, bezpłatny dla rowerzystów) ➜ dalej lokalnymi drogami dojeżdżamy do Zalipia, które na spokojnie sobie objeżdżamy i takimi samymi drogami docieramy na ➜ prom w Otfinowie (godziny otwarcia, info oraz kontakt takie same jak na poprzednim promie) ➜ następnie wskakujemy na trasę Velo Dunajec, po której gładko docieramy do ➜ stacja Bogumiłowice ➜ i w końcu powrót pociągiem do Krakowa.

    W ten sposób można zrobić ok. 115 km w większości po świetnych, asfaltowych i co ważne kompletnie płaskich (bo nadrzecznych) trasach rowerowych oraz lokalnych drogach o uspokojonym ruchu. Niech Was więc nie przestraszy ten kilometraż, bo naprawdę jest on do zrobienia dla każdego i to nawet w jeden dzień.

    Jeśli nie czujecie się jednak na siłach, to proponuję obrać po prostu za start/metę stację kolejową w Bogumiłowicach (lub Tarnowie) i zmodyfikować wycieczkę do Zalipia wykorzystując trasę Velo Dunajec oraz promy w Wietrzychowicach i Otfinowie.

    Dla tych bardziej wprawionych (lub tych, którzy chcą zrobić sobie wycieczkę na 2 dni) proponuję zupełnie zrezygnować z pociągu i w okolice Puszczy Niepołomickiej/Woli Batorskiej dojechać rowerami już z Krakowa (na razie lokalnymi drogami przez Brzegi/Grabie/Niepołomice, ponieważ Wiślana Trasa Rowerowa na tym odcinku jeszcze jest w planach/przetargach). Drogę powrotną również można zaplanować przez Bogumiłowice, ale nie wsiadając do pociągu, tylko korzystając z budowanej właśnie kolejnej trasy (w ramach sieci tras rowerowych Velo Małopolska), czyli Euro Velo 4. Poprowadzi nas ona głównie przez puste drogi serwisowe wzdłuż A4, malowniczą kładkę nad rzeką Rabą w Mikluszowicach oraz Puszczę Niepołomicką. Stamtąd już tym samym wariantem co na początku wycieczki wracamy do Krakowa.

    Jak widzicie możliwości wyboru wariantów jest wiele, więc na pewno znajdziecie coś dla siebie. Pamiętajcie, że warto nie zmieniać tylko dwóch rzeczy: Zalipia jako atrakcyjnego celu wycieczki oraz skorzystania z nowych, małopolskich tras rowerowych. Do zobaczenia na trasach!

    Mapa z ww. wycieczką (wraz z wariantami) oraz naniesionymi przebiegami Wiślanej Trasy Rowerowej / VeloDunajec / EuroVelo4 znajdziecie tutaj https://goo.gl/i2IfaU.
    Sam plik.gpx do pobrania tutaj https://goo.gl/FvxCQY

    Jarosław Tarański / www.velomalopolska.pl

    Rowerem do malowanego Zalipia po nowy trasach Velo Małopolska

    Galeria zdjęć

  • środa, 26 lipca 2017
    Małopolska na rowery? Małopolska na rowery! Chyba wszyscy uprawiający kolarstwo - w każdej jego formie - czekali na to hasło. Właśnie dostaliśmy wyraźny sygnał, że w temacie rowerów coś drgnęło. Ale co tam drgnęło! Eksplodowało! Zapowiada się prawdziwe trzęsienie ziemi, po którym rowerowy pejzaż Małopolski nigdy nie będzie już taki sam! (...) więcej

    Jako cyklista z przebiegiem blisko 250 tysięcy kilometrów pierwszy raz poczułem się tak poważnie potraktowany. Skoro marszałek Małopolski Jacek Krupa porzucił inne pilne zajęcia i zaapelował do miłośników dwóch kółek: "Wskakujcie na rowery! Mamy dla was coś wyjątkowego" - to od takiej deklaracji nie ma już odwrotu.

    Mapa tras rowerowych VeloMałopolska musi robić wrażenie nawet na tych, którym dotychczas wydawało się, że zjeździli już wszystkie drogi i bezdroża regionu. No więc wygląda na to - Kochani Cykliści – że byliśmy w błędzie. Dopiero teraz – czyli w praktyce najpóźniej do końca 2018 roku – będziemy mogli przejechać bezkolizyjnie, specjalnie wyznaczonym, oznakowanym i bezpiecznym szlakiem całą Małopolskę. Wzdłuż i wszerz. Dosłownie! Pomyślałbyś - Drogi Przyjacielu – że będziesz mógł się kopnąć rowerem nie oglądając na samochody (!) np. z Zakopanego do Tarnowa, albo z Brzeska do Oświęcimia? A to wszystko daleko od szosy! To ważne, bo dotychczas argument o niebezpiecznej bliskości pędzących samochodów skutecznie odstraszał bardzo wielu, by wsiąść na rower. Osobiście jestem podekscytowany takim rozwiązaniem, nawet jeśli spora część VeloMałopolska jest ciągle jeszcze tylko kolorową kreską na mapie. Czekam bardzo cierpliwie i sprawdzam w terenie, jak to będzie wyglądało.

    Czy wszyscy miłośnicy roweru będą zachwyceni? Oto jest pytanie! Z pewnością z tego grona wykluczyć trzeba będzie miłośników jazdy ekstremalnej, poszukujących mocnych wrażeń, czyli stromych podjazdów do wspinaczki i takich samych zjazdów. Trudno, nie tędy droga. To znaczy – cykliści-ekstremiści – nie jedźcie tą drogą! Nachylenie trasy nie przekraczające pięciu procent sprawia jednak, że trasy VeloMałopolska będą w zasięgu możliwości każdego, kto tylko potrafi wsiąść na rower i jechać przed siebie. To bardzo dobra wiadomość. Skoro rower i aktywność fizyczna mają stać się alternatywą (a może nawet terapią) dla współczesnych cyberuzależnień, to muszą dać szansę masowemu kolarstwu, a VeloMałopolska daje szansę każdemu. Rodziny z dziećmi, ludzie starsi albo początkujący cykliści z brzuszkami nie mogący pochwalić się jeszcze wielką formą – wszyscy oni bez najmniejszego problemu przejadą dowolnie wybrany odcinek VeloMałopolska. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

    A jeśli komuś trasa wyda się za łatwa, bo jego możliwości pozwalają na więcej – proszę bardzo Przyjacielu – pedałuj 100, albo i 150 km. Śniadanie zjedz w Muszynie, a obiad (jako zasłużoną nagrodę) w Tarnowie. Wybieraj co lubisz. Słowem trasy na każdą nogę.

    A przy okazji. Największy propagator kolarstwa w Polsce i pierwszy nasz kolarz zawodowy Czesław Lang zachęcając "Małopolska na rowery" przypomniał starą prawdę – przejechanie już tylko 5 km w tempie 140 uderzeń tętna na minutę wydłuża nasze życie o pięć lat! Oczywiście nie każde 5 km równa się pięć lat więcej, ale regularne wsiadanie na rower jest gwarancją dobrego zdrowia do późnej starości. Złośliwi oczywiście dodają, że do cyklistów starość nie przychodzi nigdy. Doprawdy zabawne.

    A skoro wspomnieliśmy o Muszynie, to od popradzkiego odcinka VeloMałopolska proponujemy zacząć. Wiosną tego roku burmistrz Jan Golba ogłosił, że m.in. przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego po polskiej i słowackiej stronie powstanie 180 km tras rowerowych. To nie tylko w skali Małopolski, ale i całego kraju największe przedsięwzięcie z zakresu infrastruktury rowerowej!

    Popradzki odcinek VeloMałopolska w Nowym Sączu będzie się łączyć z VeloDunajec. Dolina Popradu czy Dolina Dunajca? Która piękniejsza i która atrakcyjniejsza do jazdy rowerem? Taki odwieczny spór toczy się pomiędzy kolarzami, ale teraz będzie go można odłożyć na półkę z dyskusjami z gatunku "O wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy". Obydwie doliny największych sądeckich rzek znalazły się w sieci VeloMałopolska. My zaczynamy nad Popradem.

    Zobacz filmik i ruszaj!
    Wojciech Molendowicz

    „Małopolska, Muszyna-Zdrój, małopolski odcinek trasy Euro Velo”

     

    Galeria zdjęć

  • środa, 05 lipca 2017
    Cyfrowy detoks? Odkurz rower? Szukasz inspiracji? Na wszystkie te pytania znalazłem pozytywną odpowiedź podczas ostatnich trzech dni. A było to tak… (...) więcej

    Wtorek rano. Biskupice Radłowskie. VeloDunajec w fazie końcowej – trzydziestu pracowników utwardza pobocze, czyści asfalt, buduje wjazd na ten odcinek od strony pomnika 1939. Takiego ruchu w tym miejscu nie pamiętają najstarsi autochtoni.

    Tego dnia odcinek od Biskupic do Wietrzychowic przemierzyłem trzy razy – dwa razy rowerem i raz pieszo. Pomimo upału pod kaskiem nasunęło mi się kilka składnych myśli. Wietrzychowice – czy ktoś kiedyś przewidział, że ta wioska, która na pewno nie jest liderem swojego powiatu, stanie się teraz miejscem pielgrzymek dla następnych pokoleń cyklistów? Stacją rozdzielczą dwóch dróg rowerowych i trzech kierunków jazdy? Powszechnie znanym centrum naszego małopolskiego veloświata? Używając autostradowych porównań - kto wcześniej słyszał o Strykowie, Konotopie, czy Jędrzychowicach? Nikt lub tylko miejscowi. Tak teraz dzięki Wiślanej Trasie Rowerowej i Velo Dunajec możemy reklamować Wietrzychowice jako rowerową stolicę powiatu tarnowskiego i Powiśla Dąbrowskiego. Swoisty węzeł rowerowy, do którego i z którego warto startować, finiszować i obierać kierunki.

    Spoglądając z siodełka na południe z przerażeniem liczę upływające lata. Przede mną w oddali kominy niedomickiej Celulozy… A ja przecież wciąż pamiętam ogromny smród tej fabryki, który rozpełzał się po okolicy jeszcze trzydzieści lat temu. Potem przemysłowy upadek tego miasteczka, a teraz znowu wstępująca nadzieja w odradzającym się biznesowo miejscu. Pozytywnym przykładem jest też wynurzający się zza Dunajca stadion sportowy w Niecieczy. Dzisiaj to miejsce pełne sportowych emocji, socjologiczny fenomen wyrastający w środku tak naprawdę – niczego. Przykład ogromnego samozaparcia, pracy i pozytywnego myślenia. A ja naprawdę pamiętam czas, kiedy w tym miejscu pasły się krowy.

    Na tym w sumie krótkim odcinku (11,5 km) znajdziemy aż dwie przeprawy promowe. Prom na linii Wietrzychowice – Siedliszowice pozwoli nam na rowerową wycieczkę w stronę Ujścia Jezuickiego (znowu prom) oraz Borusowej (jeszcze jeden prom) i Szczucina. Wykorzystując natomiast prom z Pasieki Otfinowskiej do Otfinowa możemy dojechać np. na wspomniany stadion, a dalej do Żabna. Śpieszmy się wykorzystywać promy, tak szybko odchodzą. Chociaż ostatnio znowu wracają - jak ten w Tyńcu.

    Środa. Kraków. W samo południe. Projekt plaża i inauguracja kampanii pod hasłem Małopolska na rowery oraz podpisanie umowy na wsparcie przez Województwo Małopolskie organizacji Tour de Pologne. Czesław Lang wniósł niebywałe (pewnie włoskie) słońce, a Marszałek Krupa pomysł i merytoryczne przygotowanie. Ja wyniosłem stamtąd dobre wrażenia, koszyk pełen map oraz kilka ciekawych znajomości. Mimo temperatury, a prażyło niemiłosiernie, przetestowałem też kilka rowerów. Nie było z tym żadnych problemów. Za to ukłony dla organizatorów. Musiałem tylko użyć siły perswazji, kiedy łapczywie popatrzyłem na karbonową szosówkę. Dysponent dał mi ją dopiero po chwili zastanowienia oraz solennych zapewnieniach, że jednak umiem jeździć na czymś takim. Synu, gdybyś ty tylko wiedział, że moją pierwszą kolarzówkę dostałem już w 19 roku życia…

    Czwartek. Nie tak bardzo rano. Majkowice (nie ZegartowiceJ) nad Rabą. EuroVelo 4 w fazie początkowej i fragmentarycznej. Budowany jest właśnie odcinek od uroczej kładki pieszo-rowerowej prawobrzeżnym wałem Raby, który wkrótce będzie stanowił cześć tej sztandarowej trasy rowerowej do wschodniej granicy Małopolski. Odcinek krótki (2,5 km) i na razie gdzieniegdzie rozpoczęty. W sam raz dla testerów i specjalistów od miękkich szutrów. Warto zwrócić uwagę na samą kładkę łączącą Majkowice i Mikluszowice. Jest to obiekt zbudowany w 1974 roku, a odnowiony w 2012. Stanowi ciekawy punkt architektoniczny i jest dobrym miejscem do obserwacji bujnej przyrody tych okolic. Od Mikluszowic prastare stanowisko historyczne – Góra św. Jana z udokumentowaną przeszłością sięgającą X wieku. W Mikluszowicach docelowo VeloMetropolis (EV4) będzie się krzyżować z trasą VeloRaba.

    Potem spojrzenie na prace przy Miejscu Obsługi Rowerzystów w Kopaczach Wielkich. Prace bardzo zaawansowane – wiata stoi, grill oraz całe grillowe zaplecze również, kostka ułożona niemal w całości. Szkoda tylko, że znajdujący się tuż obok punkt biblioteczny zarasta trawą. Można by było w przyszłości zorganizować tam jakiś plener literacki z udziałem cyklistów. Myślę, że to dobry pomysł.

     

    Tomasz Wójcik

    Dyrektor Karpackiego Wyścigu Kurierów
    Zapalony rowerzysta

  • czwartek, 22 czerwca 2017
    Startuję z charakterystycznego miejsca – Kopaczów Wielkich, gdzie Uszwica wpada do Wisły. Powstaje tam kolejny MOR. Rośnie w dobrym miejscu, do którego łatwo trafić. Najbliższe atrakcje to restauracja i zabytkowa kapliczka. (...) więcej

    Na lewo WTR prowadzi na Wolę Zabierzowską, a na prawo w stronę Szczucina. Pierwszy przystanek (3,6 km od startu) zrobiłem przy przepompowni Natków. Zaraz za nią w stronę Szczucina rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków małopolskiej części WTR – zakole Wisły. Piasek, dzika plaża… Jednym słowem nastrojowo i romantycznie. Jeżeli stworzymy kiedyś listę najpiękniejszych widoków WTR, to ja głosuję na Natków!

    Przy okazji anegdota z trasy. Napotkany miejscowy rolnik powiedział mi, że to naprawdę żaden Natków, a przysiółek Przyjezierze, który tylko kiedyś jacyś urzędnicy Natkowem przezwali. Nie rozwijałem dalej tej dyskusji.

    6,5 km od startu kolejna stacja pomp w Woli Rogowskiej. Zaraz za nią (7,7 km) ciekawe miejsce – stary próg do odmierzania stanu wody. Każdy stopień ma podobno dokładnie 1 metr. Jest ich w sumie siedem. Wisła potrafi sporo nabroić, dlatego tutaj szczególnie docenia się potrzebę obwałowania.

    Śmiało zjeżdżam z wałów Wisły, przejeżdżam przez nitkę Kisieliny (9,5 km), aby dalej wspiąć się na wał Dunajca (nadal jadę WTR).

    Kolejna dobrze oznakowana ciekawostka to tzw. Cypel (11,5 km), czyli miejsce, w którym Dunajec uchodzi do Wisły. Odległość na znaku sugerowała, że mam do pokonania 1 km. Sprawdziłem – dokładnie 1,7km. Ale nie watro licytować się o każdy metr. Wspaniały krajobraz Cypla w pełni nam to wynagrodzi. To świetne miejsce - po lewej stronie rozciąga się Opatowiec, po prawej widzę przycumowany prom z Ujścia Jezuickiego.

    Po prawie czterech kilometrach wałem Dunajca docieram do końca tego odcinka i zjeżdżam na drogę gminną. Tablica z napisem: Szczucin 40, Wietrzychowice 1 budzi nadzieję, że kiedy będzie można wjechać stąd (oficjalnie) na Velo Dunajec i skierować się na południe.

    Tomasz Wójcik
    Dyrektor Karpackiego Wyścigu Kurierów
    Zapalony rowerzysta

  • wtorek, 13 czerwca 2017
    Kiedy widzę, co dzieje się w każdy weekend na Velo Dunajec od Ostrowa do Glowa, to mocno kibicuję wykonawcom następnego odcinka tej trasy w kierunku Wietrzychowic. Trzeba szybko rozładować kolarskie korki. (...) więcej

    Zanim jednak ten odcinek będzie w pełni gotowy, polecam wszystkim kierunek północno-wschodni Wiślanej Trasy Rowerowej (WTR) ze startem w Ujściu Jezuickim i metą w Szczucinie. Ten 30-kilometrowy fragment WTR jest w pełni gotowy do przyjęcia kolarzy. Szkoda więc, że obecnie goszczą oni na nim dość rzadko. Szczerze zachęcam do wybrania tego kierunku na rowerowe eskapady. Trasa jest kompletnie oznakowana, a ostatnio też świeżo wykoszona.

    Co warto zobaczyć? Zachęcam do zrobienia sobie pierwszego przystanku przy ujściu Dunajca do Wisły. To miejsce ciekawe zarówno krajobrazowo, jak i historycznie. Właśnie tam wkraczała do Kongresówski z Galicji Pierwsza Kadrowa. Było to dawno, bo w 1914 roku, ale pomnik marszałka Piłsudskiego przypomina o tym wydarzeniu na drugim brzegu Wisły - w świętokrzyskim Opatowcu. A teraz ważna informacja praktyczna: aby udać się tym tradycyjnym szlakiem i zobaczyć zapomniany nieco Opatowiec – człowiek z rowerem musi wyłożyć na przeprawę promową 2,5 złotego. Kart nie przyjmują.

    Po przejechaniu 7 kilometrów czeka nas kolejna przeprawa promowa – tym razem w Borusowej. Można tam dotrzeć zarówno rowerem, jak i samochodem (z rowerem na dachuJ). Tą drugą opcję polecam Wam, jeśli to właśnie w Borusowej chcecie rozpocząć swoją eskapadę, a swoje siły oszacowaliście tylko na pokonanie 23 km do Szczucina. Jednocześnie, jeśli czas nam na to pozwala, warto choć na chwilę zatrzymać się w tym miejscu. Już niedługo zmieni się ono nie do poznania, dzięki budowie mostu w ciągu drogi wojewódzkiej 973.

    Po 9,5 km od startu napotkamy ciekawy obiekt inżynierii wodnej oraz dobry punkt orientacyjny – przepompownię Hubenice. Zresztą cała WTR jest dużą atrakcją dla miłośników melioracji i sposobów na ujarzmianie naszej „królowej rzek”. Sam znam parę takich osób. Około 15,5 km od Ujścia kolejna przepompownia – Pawłów. W Pawłowie budowane jest też kolejne Miejsce Obsługi Rowerzystów (MOR). Teraz stoi tam konstrukcja wiaty, a teren wyłożony jest kostką. Z wszelkich zapowiedzi wynika jednak, że lada moment miejsce to będzie w pełni gotowe.

    Na 20 km od startu mijamy kolejną przepompownię. To dobry punkt obserwacyjny oraz doskonałe miejsce do opalania się na schodkach. Choć pewnie przy upalnej letniej pogodzie będziemy raczej chcieli unikać słońca.

    Ostatnie 10 kilometrów do Szczucina to ciągłe zbliżanie i oddalanie się od Wisły. Po dotarciu do tego niegdyś najdalej wysuniętego na północ miasta Austro – Wegier, znajdziemy wiele dobrze oznakowanych atrakcji turystycznych. Opuszczona stacja kolejowa dawnej „Szczucinki” wygląda dziś dość melancholijnie. Wokół wyrastają nowe firmy oraz (co szczególnie cieszy) kolejny MOR. I tym sposobem dojeżdżamy do mety WTR w Małopolsce, czyli mostu na Wiśle. Pora więc wracać albo dalej ruszyć w zawsze nieodgadnione Kieleckie.

    Tomasz Wójcik
    Dyrektor Karpackiego Wyścigu Kurierów
    Zapalony rowerzysta