Przejdź do informacji o dostępności Przejdź do strony głównej Przeskocz do menu Przeskocz za menu Przeskocz do głównej treści Przejdź do mapy strony

Słodkości

Tradycja przygotowywania suchych ciasteczek w kształcie paluszków posypanych kminkiem, zwanych kręciołkami, ma swój początek w klasztorze imbramowickim w powiecie olkuskim.

Sama nazwa produktu pojawiła się w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy to jedna z sióstr Norbertanek z Klasztoru Sióstr Norbertanek Sanktuarium Męki Pańskiej, podając gościom ciasteczka, nazwała je kręciołkami (od nakręcania ich na palcu). To właśnie w tym zakonie żeńskich wspólnot od pokoleń przekazywano recepturę na kręciołki. Na początku do przygotowania kręciołków należało wymieszać jajka, mąkę oraz cukier i mieszać aż do momentu uzyskania konsystencji podobnej do ciasta naleśnikowego. Następnie na wysmarowaną tłuszczem brytfankę nakładano łyżką okrągłe placuszki i pieczono aż do uzyskania złotego koloru. Sztuka wykonania ciasteczek po wyjęciu ich z piekarnika polegała przede wszystkim na zręcznym zawijaniu ich na palcu dopóki są gorące, gdyż ciasto po wystygnięciu traci swą giętkość i nie nadaje się już do zawijania. Kiedy brzegi ciasteczek się zarumienią, należało delikatnie wysunąć blaszkę, łopatką odkleić ciasteczka od blachy i zręcznym ruchem zwinąć na palcu w rulonik (jeszcze gorące ciasteczka należy zwijać, ponieważ szybko wysychają i robią się sztywne). Zaraz po wystudzeniu ciasteczka powinny być przechowywane w pudełku wyłożonym pergaminem. Tak zabezpieczone zachowują swoją świeżość nawet przez rok. Dawniej kręciołki były formą prezentu i wdzięczności za gesty ludzkiej życzliwości wobec klasztoru. Obecnie ciasteczka wypiekane są przez Siostry Norbertanki z okazji różnych świąt, na życzenie lub jako prezent.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych – 03.06.2013 r.

Dżem różany wytwarzany jest w rejonie Małopolski od ponad 25 lat, a receptura przekazywana jest coraz to młodszemu pokoleniu. Róża przeznaczona na przetwory „jest różą cukrową, a nie ozdobną, dekoracyjną czy pnącą. Ona jest zbliżona najbardziej do róży polnej, dzikiej, z tym że ma intensywny różowy kolor i bardzo ładnie i przyjemnie pachnie” (Wywiad etnograficzny przeprowadzony z mieszkańcami Ciężkowic). Zbiór kwiatów następuje od maja do końca września, choć najlepszym miesiącem na zbiory jest czerwiec. Zgodnie z tradycją płatki róż musiały zostać zebrane o świcie tuż po rozwinięciu, zanim nie wytrąciły zapachu na słońcu. Należało zdążyć ze zbiorem przed deszczem, ponieważ odbarwiał on nieco płatki, strącał rozwinięte już kwiaty i zmieniał strukturę samego płatka, co utrudniało ucieranie. „Kiedy zbierzemy płatki, to je wkładamy do makutry i ucieramy drewnianą pałką dodając po trochu cukru, w międzyczasie odrobinę kwasku cytrynowego, dosłownie parę kropel. Czym dłużej ucieramy tym dżem jest smaczniejszy, bo nie wyczuwa się w nim cukru” (Wywiad etnograficzny przeprowadzony z mieszkańcami Jastrzębia). Jeśli nie wyczuwa się poszczególnych płatków róż ani cukru, to znaczy, że dżem jest gotowy i można go przełożyć do szklanych słoików lub od razu spożywać. Dżem z płatków róż wykorzystuje się do wszelkiego rodzaju wypieków: ciast, drożdżówek, a w szczególności do pączków przygotowywanych na Tłusty Czwartek. Dżem można też nałożyć na chleb lub zjeść bezpośrednio, choć wtedy jest bardzo słodki.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych – 24.06.2013 r.

Smażenie konfitury borówkowo - jabłkowej jest tradycją lokalną przekazywaną z pokolenia na pokolenie od lat w regionie Małopolski. Ciężkie czasy powojenne zmuszały do przygotowywania potraw z produktów dostępnych we własnym gospodarstwie. Konfiturę przygotowywano na potrzebny rodziny, w okresie kiedy były dostępne borówki, smażono i w ciągu kilku dni spożywano na bieżąco. Dopiero w latach 70-tych zaczęto wkładać tą konfiturę do słoików i przechowywać przez okres jesienno-zimowy.

Tradycja przygotowywania konfitury borówkowo - jabłkowej jest strzeżona przez gospodynie do dnia dzisiejszego. Borówki leśne mieszane są z jabłkami odmiany papierówka, pozyskiwanymi ze starych przydomowych sadów, co daje konfiturze bardzo wykwintny smak. „Jabłka obiera się ze skórki, kroi, wyjmuje gniazda nasienne i rozsmaża – bez cukru. Papierówki szybko się rozsmażają, dlatego po pół godzinie można już dodać borówki. Dalej smażymy. Trwa to od dwóch do trzech dni. Smaży się po dwie godzinny dziennie. Jeśli ktoś niecierpliwy i chce zjeść od razu, to nie musi tak długo smażyć. Jednak dłuższe smażenie pozwala na dłuższe przechowywanie. Po usmażeniu przekłada się do słoików i zakręca” (Wywiad etnograficzny przeprowadzony z mieszkańcami Zakliczyna). Tradycja przygotowywania konfitury borówkowo - jabłkowej jest kultywowana przez lokalne gospodynie i mimo trudności z pozyskiwaniem borówek leśnych nadal wytwarza się ją w małych ilościach, niezmiennie tą samą metodą. Konfitura borówkowo - jabłkowa wykorzystywana jest do naleśników, ciast, deserów, a także jako dodatek do mięs.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych – 01.10.2013 r.

Sernik królewski przygotowywany jest na terenie Ryczowa od ponad 25 lat. Dokładnie nie wiadomo skąd się wzięła nazwa produktu. „Myślę, że ich – tych panów, było stać na ten grubszy sernik, bo to czy jajka czy ser – no to na wsi – na targ” (Wywiad etnograficzny przeprowadzony z mieszkańcami Ryczowa).

Charakterystyczną cechą sernika królewskiego, wyróżniającego go spośród innych serników jest dodatek oleju zamiast masła, a także występowanie aż pięciu warstw. Jednakże najważniejszymi składnikami ciasta jest ser oraz jajka. „(…) jak to mówią od tych kur co niebo widzą, to są najlepsze” (Wywiad etnograficzny przeprowadzony z mieszkańcami Ryczowa). Charakterystyczny smak sera wzbogacony został lekką kwaskowością rodzynek oraz delikatnym aromatem kokosu. Czas pieczenia jest długi i trwa godzinę w temperaturze 180 stopni. Ciepłe ciasto na koniec posypywane jest wiórkami kokosowymi. Sernik królewski należy do ciast, których w Ryczowie nie piecze się na co dzień, lecz na szczególne okazje, zwłaszcza na uroczystości rodzinne, ważne doroczne święta jak Boże Narodzenie, Wielkanoc czy odpusty.

Od wielu pokoleń na terenach gminy Tarnów uprawiane były różne gatunki zbóż, z których produkowano kaszę, m.in. proso – na jagły, grykę – na tatarkę i jęczmień – na pęczak.

Dawniej w gospodarstwach funkcjonowały duże stępy nożne, a obtłuczony w nich jęczmień, pozbawiony łusek zyskiwał swoisty smak i chrupkość. Śliwki węgierki i gruszki uprawiane były w okolicznych sadach i wędzone w przydomowych wędzarniach. Ponadto, na tych terenach rozwinięte było pszczelarstwo, dzięki czemu dostępność miodu wykorzystywanego do słodzenia różnych potraw była bardzo duża. Ze wszystkich tych surowców przygotowywana była popularna w miejscowości Woli Rzędzińskiej potrawa o nazwie siuśpaj.

Kaszę jęczmienną gotowano z suszem owocowym np. suszonymi i wędzonymi śliwami, a następnie słodzono cukrem i miodem. Na „siuśpaj, mówili też ciućpa (…). Po prostu tak mówili, bo było wymieszane, taka ciućpa. Wyciućpaj to – znaczy wymieszaj to, ukućkaj – to takie starodawne określenie” (Wywiad etnograficzny przeprowadzony z mieszkańcami Woli Rzędzińskiej). Siuśpaj to potrawa, którą spożywano na co dzień, głównie jako drugie danie do obiadu lub jako pokrzepiający posiłek przyrządzany podczas prac polowych. Często podawana była ze słodkim mlekiem, do zalania albo popicia. W zimie zwykle spożywana na ciepło, a latem na zimno. Ponadto, była także potrawą obrzędową związaną z wigilią Bożego Narodzenia. Do dnia dzisiejszego potrawa przygotowywana jest według przepisu z drugiej połowy XIX wieku i cieszy się dużą popularnością podczas różnego rodzaju festynów, targów oraz dożynek. Dowodem tego jest uzyskanie w 2011 r. na konkursie Małopolski Smak wyróżnienia jako Danie Regionalne Ziemi Tarnowskiej.

Produkt wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych - 26.11.2012 r.

Lody nowotarskie to deser o kremowej, delikatnej, lodowej konsystencji rozpływającej się w ustach. W stolicy Podhala lody zagościły w połowie XX wieku.

Produkcja tego smakołyku związana jest z osobą piekarza Franciszka Żarneckiego, który od 1947 roku prowadził w Rynku cukiernię ze sprzedażą lodów własnej produkcji. „(...) pojawiły się na nowotarskim Rynku lody legenda. Były tak pyszne, że każdy kto przyjeżdżał do Nowego Targu je kupował” – opisuje Beata Szkaradzińska w artykule „Legendarne lody” (Dziennik Polski, 12.09.2006 r.). Na słynne „nowotarskie mieszane” zjeżdżali się ludzie z całego Podhala. „(...) Na dworcu autobusowym często można było oglądać takie sceny jak ludzie lizali po dwa lody równocześnie...” – z uśmiechem komentuje pani Antonina Ozorowska (Dziennik Polski, 12.09.2006 r). Do produkcji lodów wykorzystywano naturalne produkty: świeże mleko, jaja oraz owoce truskawki i borówki. Masa lodowa powstawała z mleka i jajek. Pasteryzowana do ponad 80 stopni stanowiła podstawową bazę do produkcji lodów. Lody produkowano tylko w sezonie letnim. Ten zmrożony deser rozpływał się w ustach podczas letnich upałów dając lekkie orzeźwienie i rozkosz dla podniebienia nie tylko mieszkańcom Nowego Targu, lecz również licznie wypoczywającym w Stolicy Podhala turystom. W tamtych czasach lody swoją jednolitą, kremową konsystencję zawdzięczały tylko i wyłącznie sile rąk ludzkich. „(...) Lody kręcono ręcznie na korbę w baniaku obłożonym lodem. Na uwagę zasługuje tu wzmianka o tradycyjnej metodzie przechowywania lodu w czasach kiedy nie były powszechnie dostępne urządzenia chłodnicze. Dlatego w lód zaopatrywano się zimą. Łamane na rzece sztangami kry przechowywano w piwnicy o grubych kamiennych ścianach. Tym lodem nabijano specjalne pojemniki w których mroziła się przygotowana już masa lodowa. Na wafle nakładano lody łopatką bądź łyżką z bukowego drewna” (Katalog Produktów Regionalnych Pogranicza Polsko-Słowackiego, Nowy Targ 2004). Produkcja nowotarskich lodów tradycyjnych trwa nieprzerwanie od lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia po dziś dzień. Zachowana tradycyjna receptura przekazywana z pokolenia na pokolenie przyciąga do Nowego Targu kolejne rzesze lodowych smakoszy.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych – 03.11.2008

Sądeckie lody podawane są w waflach lub na wagę. Mają kremową, jednolitą konsystencję, w której czasem mogą występować cząstki owoców, czekolady lub bakalii. Sądeckie lody wpisały się na stałe w historię i kulturę Nowego Sącza i stały się swego rodzaju wizytówką miasta.

Były także natchnieniem i tematem poematów i wierszy tworzonych przez smakoszy lodowych. Ludwik Jerzy Kern w wierszu pt. „Od Homera” pisał o sądeckich lodach „(…) i te lody co smakują tak jak w żadnym innym mieście.”. Ich produkcja w tym mieście rozpoczęła się w okresie przedwojennym i związana była z lodziarnią założoną przez Kazimierza Argasińskiego w 1937 roku oraz cukiernią Michała Pilińskiego. Lody sprzedawane były zarówno w sklepikach przyprodukcyjnych jak i rozwożone w specjalnych wózkach. „Później w Nowym Sączu były lody ze specjalnych wózków z termosami. Wózki były niebieskie i miały dwa srebrzyste kółka. Miały też dwie nóżki, by podczas sprzedawania lodów stały prosto. Te wózki pchali mężczyźni w charakterystycznych, z daleka zauważalnych bluzach i jakby mało tego głośno krzyczący: Lody! Lody! Lody dla ochłody!.” (Sądeczanin, nr 9/2009, „Nowy Sącz-stolica lodów”, wspomnienia pani Ireny Styczyńskiej). Dawniej w Polsce chłodnictwo nie było rozwinięte, w związku, z czym do zamrażania, transportu i przechowywania lodów używano zebranego w zimie lodu rzecznego. „Robotnicy specjalnymi przecinakami wyrąbywali jego bloki o wielkości prawie metra sześciennego (…). Furmankami konnymi wiozło się te bryły do specjalnego składowiska. Jedna z lodziarni miała do tego wielki dół w ziemi przy ulicy Wałowej. (…) Bryły lodu obsypywano trocinami lub sieczką ze słomy. Tam lód musiał dotrwać do kolejnej zimy. Z takich magazynów lód pobierano tylko nocą, by gorąc nie dostał się do środka.” (Sądeczanin, nr 9/2009, „Nowy Sącz-stolica lodów”, wspomnienia pani Ireny Styczyńskiej). Na wyjątkowy smak lodów składają się starannie wyselekcjonowane produkty najwyższej jakości od lokalnych dostawców (mleko, jaja, owoce), indywidualne wykańczanie produktów oraz ręczne dozowanie naturalnych dodatków. Proces produkcji oparty jest na tradycyjnych maszynach do produkcji lodów. Pozwalają one na „kręcenie” lodów, kontrolę nad produkcją na każdym jej etapie. Obecnie takie maszyny spotykane są bardzo rzadko w firmach produkujących lody ze względu na wysoką pracochłonność produkcji. Lody wyciągane są z maszyny ręcznie za pomocą specjalnych łopat. „Kręcenie” lodów wymaga umiejętności i doświadczenia, gdyż jest to kluczowy moment wytwarzania lodów tradycyjnych. Lody produkowane są w niewielkich partiach i sprzedawane bezpośrednio po ich wyprodukowaniu.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych - 24.11.2011 r.

Orawskie zawijańce weselne" to ciastka o kształcie rogala, rolady lub chusteczki (kiedy wszystkie rogi ciasta zlepione są u góry).

Zawijaniec według „Słownika gwary orawskiej” autorstwa Józefa Kąś to „świąteczne ciastko drożdżowe w kształcie kwadratu, z nadzieniem z maku, marmolady, sera itp.”. Początkowo pieczone były jako ciastka na wesele. Dawane były weselnikom jako podziękowanie za przyniesione na wesele produkty spożywcze, które służyły do urządzenia poczęstunku weselnego. Wówczas pieczono zawijańce dużych rozmiarów i dawano całej rodzinie, czyli tyle sztuki, ile było domowników w każdym domu. Pieczono także mniejsze zawijańce, które pakowane były do koszyków i wiezione na wozie w drodze do kościoła w celu rozdawania ich dzieciom, które wyszły na drogę popatrzeć na wesele. Część ciastek układano także na stołach weselnych w tzw. „takie kopy na misach”. „Do wypieku kupowano lub zamieniano mąkę w młynie na jasną mąkę 1 lub 2 klasy, także w sklepie kupowano drożdże zwykle suszone, a później już używano świeżych, bo nie były, aż takie drogie. Odkładano także do wypieku zawijańców duże ilości jaj i masła, zwykle znoszonych przez weselników do domu panny młodej. Ciasto wyrabiano jak standardowe ciasto drożdżowe i jak podkreślały informatorki każda gaździna ma swój sposób na ciasto drożdżowe, na pewno trzeba je było dobrze wyrobić i „opiekować” aby stało w cieple. Ciastka zawijano, w zależności od gospodyni, albo w formie współcześnie zwaną chusteczką lub jak rogalik albo ślimaczek, krojonego z rolady tuż przez pieczeniem. Z 1 kilograma mąki wychodziło ok. 30 sztuk zawijańców” (Wywiad etnograficzny przeprowadzony z mieszkańcami Ziemi Orawskiej). Następnie układano je na blachach i gdy jeszcze podrosły smarowano każdy zawijaniec jajkiem przy użyciu pędzla z piórka. Do dnia dzisiejszego gospodynie orawskie wypiekają ten przysmak nie tylko na uroczystości weselne, ale również na inne święta związane z regionem.

Produkt wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych - 27.06.2012 r.

Koziołki zwane także koziołkami z Sielsowic, sielsowiokami czy czaskaczami to ciastka o charakterystycznym kształcie rombu, trapezu lub trójkąta przygotowywane na terenie Małopolski we wsi Siedliszowice. Swoją nazwę wzięły od formy, która przypomina rogi kozie, a także od miejscowości, w której powstał przepis.

Receptura przygotowywania ciastek, jak wspominają mieszkańcy, znana była już w latach 20-30 XIX wieku. Koziołki to wypiek przygotowywany z mąki pszennej, jajek, sera białego oraz kwaśnego mleka bądź maślanki. Ze wszystkich tych składników przygotowywano ciasto, które następnie trzeba było rozwałkować i pokroić na kawałki o kształcie rombu, trójkąta czy kwadratu. Tak przygotowane surowe ciastka piekło się na głębokim tłuszczu przez około 5 minut, a na koniec zazwyczaj posypywano cukrem pudrem. Dawniej koziołki przygotowywano nie tylko w dni powszednie: „dawniej koziołki robiło się na co dzień 1-2 razy w tygodniu, nieraz z braku chleba, bo się to robiło szybko, a dzieci wołały jeść”, ale także od święta: „zapach koziołków roznosił się często w niedzielne popołudnia. Kobiety w niedzielę rano wyrabiały ciasto, szły na sumę, a potem smażyły koziołki”. Obecnie „robi się je na zachciwkę, na smak, dla dzieci – jako coś na słodko, a także dla podtrzymania tradycji i przypomnienia jak to dawniej bywało” (Wywiady etnograficzne z mieszkańcami Siedliszowic). Koziołki za swój wyjątkowy smak i tradycyjną metodę produkcji zostały wyróżnione między innymi na Targach Produktu Lokalnego w 2011 roku.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych w dniu - 30.11.2012 r.

Ciasteczka wyśmienite to ciasteczka ze śmietankową – kremową warstwą lukru, z widoczną linią marmolady owocowej. Recepturę ciasteczek wyśmienitych opracowali nauczyciele pracujący w Zespole Szkół Gastronomicznych nr 2 im. Prof. Odona Bujwida w Krakowie w latach wojennych i powojennych.

Przepis ten przekazywany był i nadal jest kolejnym pokoleniom uczniów najstarszej szkoły gastronomicznej w Polsce. Ten pracochłonny wypiek odbywa(ł) się wyłącznie z najlepszych surowców i przy użyciu tradycyjnych metod wypieku ciasta. Emerytowani nauczyciele wspominają, iż produkcja ciasteczek była i jest stałym elementem kształcenia w ramach pracowni cukierniczej w warsztacie szkolnym i pracowniach technologicznych. Zapisy w zachowanych dziennikach lekcyjnych z roku szkolnego 1960/61 są pisemnym potwierdzeniem długoletniej tradycji produkcji ciasteczek wyśmienitych. Od 1991 r. szkoła świadczy również usługi gastronomiczne, w tym cateringowe, w ramach których od zawsze żelazną pozycją są ciasteczka wyśmienite. Ciasteczka wyśmienite są również oferowane do sprzedaży w przyszkolnych restauracjach „Pokusa” i „Młody Gastronomik”, prowadzonych w ramach gospodarstwa pomocniczego. Stanowią one kontynuację działającego w poprzedniej siedzibie szkoły sklepu przyszkolnego. Ciasteczka wyśmienite cieszą się tak ogromnym powodzeniem, że nie mogło ich zabraknąć na uroczystościach i bankietach odbywających się m.in. w Akademii Rolniczej w Krakowie, „Piwnicy Pod Baranami”, Krakowskim Okręgowym Związku Zapaśniczym. Ciasteczka wyśmienite są również okazjonalnie wykonywane przez absolwentów szkoły – znakomitych kucharzy, którzy w czasie trwania swojej kariery zawodowej uświetniają nimi proponowane przez siebie menu, chociaż wyraźnie podkreślają okazjonalność tych działań, które spowodowane jest pracochłonnością wykonywania ciasteczek wyśmienitych.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych – 29.10.2008 r.

Sernik jurajski jest elementem kulturowego dziedzictwa kulinarnego Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Jest to słodkie ciasto, którego głównymi składnikami są niekwaśny, dobrze odciśnięty biały ser, masło i jajka.

Dawniej sernik był wypiekany jedynie podczas wielkich świąt tj. Wielkanocy i Bożego Narodzenia oraz wesel. Jego wyjątkowość związana była z faktem, że surowce potrzebne do jego wyrobu, a więc ser, jajka, masło były źródłem dochodu gospodarstwa. Sernik, podobnie jak kołacz, ze względu na ilość składników potrzebnych do jego wypieku, był produktem luksusowym, dostępnym jedynie w zamożnych gospodarstwach. Sposób przygotowania i wypieku sernika jurajskiego w Kwaśniowie Górnym, miejscowości położonej na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Na początku przygotowuje się kruche ciasto na spód sernika. Ciasto schładza się, a w tym czasie przygotowuje się masę serową. Ser dla uzyskania pełnej gładkości jest dwukrotnie mielony, a następnie małymi porcjami dodawany do żółtek roztartych wcześniej z cukrem i masłem. Do dokładnie wyrobionej masy dodaje się ubitą na sztywno pianę z białek i znów, tym razem delikatnie wyrabia. Po dodaniu wszystkich składników masa serowa jest nakładana na stanowiące spód ciasto kruche. Charakterystycznym elementem przygotowania sernika jurajskiego pieczenia go w specjalnych ramkach z drewna wiśniowego. Dzięki temu sernik nabiera wyjątkowego smaku. Po wypieku na koniec ciasto jest dekorowane wiórkami kokosowymi bądź białą czekoladą.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych - 24.11.2011 r.

Bez pracy nie ma kołaczy. Kołacz był znany od wieków – początkowo jako produkt wypiekany na uroczystości weselne i odpustowe.

Jeden z pierwszych opisów kołacza można spotkać w Encyklopedii staropolskiej Z. Glogera - nazwa „kołacz” pochodzi od koła. Korsch (Archiv für slovische Philologie IX, 517-518) powiada: Prawdopodobnie odwieczny to wyraz Wschodu, szeroce rozpowszechniony, że kołacz jest słowiański i pochodzi od koła. Najstarszą wzmianką o kołaczu przedstawia Oskar Kolberg w opisie zwyczajów, sposobów życia oraz obrzędów ukazuje stół weselny skromnie zastawiony, na którym nie może zabraknąć kołacza. Opis kołacza znany jest również z Wesela Wyspiańskiego. Tym sposobem tradycja pieczenia kołacza przetrwała do dziś. Najbardziej rozpowszechnionym jest on na terenie Limanowszczyzny i gminy Jodłownik. Od początku istnienia kołacz był udoskonalany przez choćby dodatek cukru. Gospodynie jedna przed drugą starały się upiec jak najlepszy. „Która krowa lepsze mleko dała, to jej gospodyni lepszy kołacz miała”. Przygotowywany z odpowiednio dobranych składników ciasta oraz najlepszego sera daje oryginalny smak, a pieczony w odpowiedniej temperaturze oryginalny wygląd. W opinii wysublimowanego gustu dzisiejszego konsumenta pozostawia niezapomniany i niepowtarzalny tradycyjny smak. Dzisiaj kołacz pieczony na wsi znajduje się nie tylko na weselnym stole, ale jest pieczywem niemal codziennego spożycia.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych – 24.04.2006 r.

Kołacz jurajski lub kołocz to ciasto weselne lub świąteczne, bardzo popularne w dawnej szlacheckiej Polsce. Jego nazwa pochodzi od kształtu, w jakim było ono pieczone.

Potwierdza to Aleksander Brückner w „Encyklopedii staropolskiej”: „Kołacz, ciasto obrzędowe, nazwane od kształtu kołowego (gdy „baby” osiadały, a placki się rozkładały)”. Podobnie jak chleb w przeszłości kołacze były pieczone na wsi przez niemal wszystkie gospodynie. Produkty potrzebne do upieczenia kołacza były łatwo dostępne z uwagi na fakt, że w każdym gospodarstwie hodowano krowy, drób, a także uprawiano rolę. Oskar Kolberg w publikacji „Lud – Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce” z 1971 roku wspomina opis stołu weselnego, na którym, nawet skromnie zastawionym, nie mogło zabraknąć kołacza. Samo słowo kołacz funkcjonuje w języku potocznym w licznych przysłowiach i powiedzeniach, jak np. „Chowaj się na kołacz tzn. nie objadaj się na poczęstunku”, czy „Jak kołacz jest rzadko to lepiej smakuje”, „Pierwej kołacz potem książka” („Nowa Księga Przysłów i wyrażeń przysłowiowych Polskich”, Warszawa 1970). Na jurze Krakowsko-Częstochowskiej, szczególnie w okolicach sąsiadujących bezpośrednio ze Śląskiem, kołacz wciąż ma bardzo duże znaczenie jako ciasto weselne. Po dziś dzień kołacz weselny pakowany jest w biały pergaminowy papier z doczepioną wstążką oraz kawałkiem mirtu i osobiście wręczany przez młodą parę, na dwa tygodnie przed weselem, sąsiadom, gościom weselnym, księdzu, a nawet osobom nie zaproszonym na wesele. Jest to wyraz szacunku, pamięci i wdzięczności młodej pary. W części Małopolski kołacz jurajski jest dekorowany serem i makiem w odróżnieniu od np. kołacza jodłownickiego, który dekorowany jest wyłącznie serem. Obecnie kołacz przestał być jedynie pieczywem obrzędowym i świątecznym. Jest on produkowany i spożywany niemalże jako pieczywo codzienne, chociaż niewątpliwie najlepiej smakuje w czasie wesel i świąt.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych – 07.07.2010 r.