Przejdź do informacji o dostępności Przejdź do strony głównej Przeskocz do menu Przeskocz za menu Przeskocz do głównej treści Przejdź do mapy strony

O dzielnym Lascyku i piaszczańskiej kiełbasie

10 kilometrów na południowy wschód od centrum Krakowa, wzdłuż ulic Cechowej, Dworskiej i Rżąckiej, rozciąga się dawna szlachecka wieś - Piaski Wielkie. Przez długie lata wiodła ona samodzielny żywot, będąc własnością wielu szlachetnych rodów - Kossockich, Koniecpolskich czy Starowiejskich. Do dnia dzisiejszego, nieopodal neogotyckiego kościoła, wybudowanego staraniem samych Piaszczan u schyłku XIX w., zachował się wielokrotnie przebudowywany dwór z otaczającym go ciekawym parkiem zarosłym cennym starodrzewiem. W maju 1941 r. decyzją władz okupacyjnych Generalnej Guberni, Piaski Wielkie, wraz z innymi kilkudziesięcioma wsiami włączono do Krakowa. W ten sposób jedna z największych i najbogatszych małopolskich wsi stała się częścią wielkiego Krakowa. Następne lata, lata okupacji hitlerowskiej, a następnie ponurych absurdów czasów stalinowskich, skutecznie zacierały kulturową odrębność i wyjątkowość tej wsi. Zapomnieniu ulegała miejscowa tradycja, w zapomnienie szły legendy, a symbolem tych zmian były betonowe osiedla porastające dawne rozłogi pól piaszczańskich, tworzące nową "jakość" coraz mniej pięknego Krakowa.. Dopiero w ostatnich latach, staraniem miejscowej społeczności, następuje odrodzenie lokalnej tożsamości. Ale dlaczego, zapyta ktoś, Piaski Wielkie to wieś wyjątkowa?

Łukasz Gołębiowski w swej pracy Lud i jego zwyczaje, zabobony wydanej w Warszawie w 1830 r. informował, że w Krakowie można spotkać ludzi odzianych w...Sukmanę granatową z wypustką karmazynową, przy tem zielony pas i czapkę kształtniejszą w zimie barankiem obszytą.... Rysunek przedstawiający tak ubranego mężczyznę zachował się w niezwykle cennym i osobliwym zbiorze akt, dokumentów i zapisek, przechowywanych w Archiwum Państwowym w Krakowie, w ramach zespołu zwanego Teki Ambrożego Grabowskiego.

Wyobrażona postać przedstawia się godnie i ciekawie. Sukmana niewiele różni się bowiem od szlacheckiego żupana a przewiązujący ją szeroki barwny pas i czewone obszycie rękawów, kołnierza i innych fragmentów stroju podnosi wrażenie, że w istocie stoi przed nami najprawdziwszy szlachcic. Jedyne czego brakuje to zawieszonej u pasa szabli. Postać na rysunku trzyma za to w ręce kij. Tak właśnie wyglądali wieśniacy z Piasków Wielkich, zwani kijakami, dla których tęgi kij, często wymyślnie rzeźbiony snycerską robotą i nabijany krzemieniami był nieodłączną częścią stroju i życia. Narzędziu temu każdy właściciel nadawał jakąś indywidualną cechę, dzięki czemu spełniało ono rolę swoistego "dowodu osobistego". Ta niewielka grupa ludności, stanowiła niezwykłą osobliwość Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Formalnie byli to ludzie, których określano tytułem - pracowity. Tytuł ten oznaczał po prostu chłopa w przeciwieństwie do szlachetnego czyli szlachcica, lub sławetnego, czyli mieszczanina. Piaszczańscy kijacy w istocie rzadko jednak uprawiali rolę gdyż w istocie byli oni rzemieślnikami i kupcami w jednej osobie.

Trudno dokładnie jednym słowem określić nazwę ich rzemiosła. Najczęściej nazywano ich rzeźnikami, co nie jest zgodne z prawdą, gdyż rzeźnik jedynie sprawiał zwierzynę produkując mięsne artykuły spożywcze. Tymczasem kijacy zajmowali się długim łańcuchem produkcyjnym, które związane były z wykorzystaniem przez człowieka zwierząt hodowlanych, głównie bydła. Zajmowali się więc transportem bydła, po które często wyprawiali się aż do Mołdawii i na wschodnie krańce Rzeczpospolitej, prowadzili też hodowlę tych zwierząt, pośredniczyli, lub bezpośrednio prowadzili handel wołami.Zajmowali się też oczywiście rzeźnictwem oraz, co ważne, sprzedażą swych produktów w krakowskim zespole miejskim. I wreszcie pracowali jako garbarze, producenci skór i rozmaitych produktów skórzanych. Te wszystkie czynności, które powyżej wyliczono, zdają się być logicznie ze sobą powiązane i zasadnym jest pytanie, co w tej działalności jest takiego osobliwego? Otóż to, że ustrój gospodarki średniowiecznej zakładał i egzekwował konsekwentnie szczegółowy podział rzemiosł i usług. Oznaczało to np., że garbarz mógł i owszem produkować skóry, ale w żadnym wypadku nie wolno mu było z tych skór produkować butów. To zastrzeżone było dla szewców. Rzeźnik mógł drzeć krowy i przerabiać ich męczeńskie szczątki na różne kiełbasy i salcesony, ale handel wołami był dla niego zabroniony. Tak więc nasi kijacy byli osobliwością w dawnej Polsce i z powodów, o których wyżej, nie byli szczególnie lubiani przez miejskich rzemieślników, a przez rzeźników w szczególności. Skąd wzięli się owi kijacy i ich niezrozumiała dzisiaj nazwa?

Rzecz, jak to w Małopolsce bywa najczęściej, tłumaczy legenda. Przed wiekami, za czasów Kazimierza Wielkiego, tereny pomiędzy Krakowem i Bochnią porastał gęsty las zwany Czarnym Lasem. Drużyna królewska wyprawiała się tam na polowania, często zresztą z samym królem na czele. Razu pewnego królewska drużyna łowiecka pobłądziła w lesie i w środku nocy trafiła na małą chatkę stojącą na wzgórzu zwanym Czajna. Drewniane domostwo zajmował niejaki Lascyk (Laszcyk, Leśniak). Chcąc podjąć niespodziewanych i wygłodniałych gości jak najlepiej Lascyk wyłożył na stół pęta kiełbasy, która wędziła się pod powałą. Dla króla osiłek okazał się być zgubny. Kazimierz Wielki tak dalece zasmakował w podanym mu specjale, że odtąd żadna kiełbasa i pod żadną postacią mu nie smakowała. Nic dziwnego, że Lascyk, który następnego dnia odprowadził orszak królewski na skraj lasu, stał się ulubieńcem ochmistrza dworu, który musiał dbać o to aby na stole królewskim nigdy nie brakowało kiełbasy i innych wybornie przyrządzonych przez Lascyka mięs.

Lascyk nie był w ciemię bity, więc ilekroć jechał na Wawel z kiełbasą, tyle razy zabierał ze sobą więcej towaru, który sprzedawał w mieście. Złościło to okrutnie rzeźników krakowskich, dla których pomysłowy rzeźnik z Czarnego Lasu stanowił groźną konkurencję. Powiedzieli więc co trzeba komu było trzeba i któregoś razu straż miejska zatrzymała Lascyka u bram, i pod pretekstem, że nie był członkiem cechu rzeźników, zabrała mu mięso a jego wyrzucono precz. Zasmuciło to ochmistrza, który nie zamierzał zrezygnować z zaopatrywania dworu w wędliny Lascyka. Posłał tedy do niego wiadomość, aby ten obmyślił sposób na dostarczenie towaru na Wawel. Lascyk myślał, myślał... i wymyślił. Wyciął w lesie długie kije, wydrążył ich środki i ...nadział kiełbasami. Następnie bez przeszkód dotarł na Wawel. Gdy wyciągał swój towar z kijów, zobaczył go sam Kazimierz Wielki, który docenił spryt rzeźnika i nadał Lascykowi i jego rodzinie po wieczne czasy prawo do handlu mięsem w Krakowie. Wkrótce wokół chatki Lascyka wyrosła osada, której zaczątkiem była jego rodzina. Osadę tą nazwano później Piaski, a jej mieszkańców, na pamiątkę sprytu Lascyka, Kijakami.

Tyle legenda, a co na to źródła historyczne? W istocie Małopolska w średniowieczu była krainą, przez którą przemierzały liczne stada wołów, prowadzone z dzisiejszej Mołdawii i Ukrainy do różnych miast europejskich. To właśnie tutaj, szczególnie w Krakowie i otaczających go wsiach, kwitł ogromny w swej skali handel wołami. Właśnie dlatego droga, która prowadziła od Przemyśla przez Jarosław, Łąńcut, Tarnów i Bochnię do Krakowa zwano szlakiem wołowym. Jego przebieg utrwaliła wyznaczona w poł. XIX przez austriaków linia kolejowa. To prawda, że te ogromne przepędy bydła organizowane i finansowane były głownie przez potężnych kupców krakowskich, sam kupiec jednak nie trudził się pilnowaniem stada w podróży. Do tego potrzebował...kowbojów, których dostraczyły takie podkrakowskie wsie jak Piaski Wielkie czy Łagiewniki. Trudnili sie oni przepędem bydła, ale też rzeźnictwem. Ich symbolem i narzędziem pracy był kij, dlatego zwano ich Kijakami. W XIX w. kij ten stał się nieodłącznym elementem stroju. Podobno gdy Kijak brał woły od jakiegoś hodowcy na kredyt, zastawiał swój kij. Nikt nie wątpił wtedy, że dług ureguluje. Kij bowiem dla Kijaka był tym czym dla szlachcica szabla.

Szczególnie sławna była kijacka kiełbasa, wytwarzana z najprzedniejszego mięsa różnych gatunków, rozdrabnianego ciężkimi, szerokimi mieczami. Ścisłą tajemnicą otaczano zestaw ziół, którymi zaprawiano i peklowano masę mięsną oraz drewno, którego dym wędził kiełbasę. W latach II wojny światowej i w latach powojennych rzeźnictwo piaszczańskie zamarło. Małopolska nadal jednak nadal dzierżyła prymat stolicy Polskiej kiełbasy za sprawą rzeźników z podkrakowskich Liszek. Dzisiaj w dawnych Piaskach rzemiosło masarskie żywiołowo się odradza. Być może już wkrótce kulinarnym symbolem Małopolski, obok Oscypka i krakowskiego precla będzie na powrót piaszczańska kiełbasa?

Życzmy sobie z tej okazji smacznego!