Myjocki w Chochołowie

Chochołów to jedna z najpiękniejszych wsi na Podhalu. Przykład tradycyjnej, podhalańskiej, drewnianej zabudowy. Domy tam stoją szczytami do drogi, w układzie zwanym ulicówką. Najsłynniejszy jest dom pod numerem 24 – „Chałupa z jednej jedli”, zbudowana z pnia olbrzymiej jodły. Jednym z najstarszych budynków natomiast jest zagroda Bafii, w której mieści się Muzeum Powstania Chochołowskiego. Swoją urodę (i trwałość) chochołowskie chałupy zawdzięczają m.in. temu, że regularnie są myte wiosną przez tamtejsze gospodynie lub wynajęte przez nie myjocki. Kobiety pracują na specjalnie przygotowanych rusztowaniach (ich ustawianie i donoszenie wody to zadanie dla mężczyzn) kilka dni. Ale myjocki pracują nie tylko w tej jednej wsi. Efekty ich pracy podziwiać można coraz częściej w innych wsiach na Podhalu czy w samym Zakopanem.
 
Jak godzi się postępować z drewnem

Nie mieszka Pani w Chochołowie, ale ta tradycja nie jest Pani
obca. Myje Pani domy – swój i cudze...

Maria Łowisz, Ciche: Bo Chochołów nie jest jedyny. Choć tam gospodynie starają się wyjątkowo, żeby na wiosnę chałupa była czysta. Nic dziwnego, bo domy we wsi są blisko siebie, przy drodze, a procesja na Boże Ciało idzie przez całą wieś. Ambicją każdej dobrej gospodyni jest więc mieć jak najczystszy dom – wszyscy przecież patrzą. Ale nie każda myje, do tego trzeba krzepy, dokładności i cierpliwości. Ale po takim myciu wystarczy dobrze dychnąć jeden dzień, a potem można wracać do roboty.

Więc wynajmują specjalistki od mycia?

Właśnie. Za 120–130 złotych dziennie (stawka w roku 2009 ). Rusztowania ustawiają ci, co dają zlecenie. Normalnie jedna kobieta umyje dziennie siedem metrów. Jak myję sama chałupę – od powały do dołu – to trwa to jakieś sześć dni. Cztery baby umyją dom za jeden dzień. Zresztą zawsze lepiej pracuje się w towarzystwie. Można też w ciągu dwóch dni samej umyć dom wewnątrz – najlepiej latem, da się otworzyć okna i wszystko szybko schnie.

Co to znaczy dobrze umyć dom?

Tak, żeby się nie wstydzić swojej roboty... Ja myję tak samo, jak robiły to moja mama i babcia. W jednym wiadrze jest woda do mycia: z odrobiną proszku i przegotowanym białym mydłem (musi zawrzeć), w drugim do płukania. Bo chałupę trzeba dobrze wypłukać, jeśli jest w miarę czysta, to dwa–trzy razy wystarczy, a potem wytrzeć ściany szmatą do sucha. Nie mogą zostać żadne zacieki. Nie można myć domu szlauchem, bo dużo wody to zbyt wiele wilgoci. Potem wełnianka uszczelniająca bale gnije, dom w środku śmierdzi. Nie można też używać wybielaczy, choć kiedyś niektóre baby używały... Od wybielaczy drewno czerwienieje. Zresztą... ja myślę, że jakoś nie godzi się tak drewna traktować. Nie wypada.

12
 
 
 
Przeskocz do głównej zawartości

Małopolska - Czas Ludzki