Maczuga Herkulesa

Kto pierwszy raz jechał doliną Ojcowskiego Parku Narodowego ze zdumieniem zatrzymał wzrok na skale, która zdaje się stać wbrew naturze i zasadom statyki. Samotny, wapienny kamień, pnący się ku górze na wysokość blisko 30 m. opiera się na ziemi cienkim końcem, rozszerzając się ku górze na kształt maczugi. Skąd taka przedziwna forma? To efekt milionów lat działania słońca, wiatru, mrozu, wilgoci, deszczu. Geomorfolog potrafi rzecz dość precyzyjnie wytłumaczyć ale.... No właśnie. Mimo nawet najznakomitszej i racjonalnej odpowiedzi wciąż pozostaje w nas niedosyt. Jeżeli bowiem w istocie natura potrafi stworzyć rzeczy niebywałe, to dlaczego akurat spłatać musiała taki oto figiel? Mówiąc krótko wypada zapytać, Kto i po co współpracował z naturą aby pozostawić do naszych czasów formę tak piękną i doskonałą? Tak to już w Małopolsce bywa, że skoro są pytania jest też i legenda.

Najstarsza z nich odwołuje się do księcia Kraka. Nasz dzielny książę Krakowa i ziem w dorzeczu górnej Wisły, miał w czasie swojego panowania wiele pięknych chwil, miał też i chwilę grozy. Tę ostatnia za sprawą smoka całożercy, który pustoszył miasta i wsie pożerając krowy na obiad, a o poranku dziewice. Księcia wreszcie porwała złość tak wielka, że chwycił wielką maczugę i smokowi łeb nią roztrzaskał. Smok ducha wyzionął, a książę ową maczugę postawił u wylotu doliny ojcowskiej ku przestrodze każdego kto by do Krakowa chciał jechać w złych zamiarach. Czy to prawda? Kto wie. Uwierzył w nią wszakże np. znany krakowski artysta - W. Chomicz, który stworzył sugestywny obraz pokazujący walkę Kraka trzymającego w rękach maczugę Herkulesa, ze Smokiem. Obraz można oglądnąć w Muzeum Historycznym m. Krakowa. Legenda piękna, ale gdyby dać jej do końca wiarę, to trzeba by naszą skałę nazywać Maczugą Kraka nie Herkulesa. Jest jednak znana jeszcze inna nazwa - Sokola Skała. Już to dlatego, że jedynie sokół może na jej szczyt dostać się względnie łatwo.

Także i tutaj do życia swoje dwa grosze dopisuje legenda. Zgodnie z nią na szczycie wieży ojcowskiego zamku siedział niesprawiedliwie osadzony kmieć z pobliskiej Skały. Oskarżono go o zaniechanie pańszczyzny, której odrobić nie mógł wobec ciężkiego zranienia nogi sochą. Zmartwiony losem rodziny prosił strażników aby go puścili wolno. Włodarz zamkowy wskazując mu na niemożność realizacji tej prośby powiedział, że jeżeli dostarczy mu pisklę sokole ze szczytu Maczugi Kraka to puści go wolno. Warunek był niemożliwy do zrealizowania. Więzień jednak myślał o tym kilka dni od rząd, aż wreszcie zrezygnowany zasnął. Wtedy właśnie przez okno w wieży wleciało tuzin sokołów, które więźnia chwyciwszy w szpony "dostarczyły" na szczyt skały, ofiarowując mu pisklę. Włodarz oczom swym nie wierzył, ale obietnicę spełnił. Odtąd skała ta zwie się Sokolą Skała.

Jest jeszcze jedna, groźna nazwa tego cudu natury - Czarcia Skała. Wszystko za sprawą Mistrza Jana Twardowskiego. Przyłapany po wielu latach w karczmie Rzym, o której lokalizację kłócą się dzisiaj Sucha Beskidzka i podkrakowskie Pychowice, postawił lucyferowi warunek. "Będziesz mógł wziąć do piekła moją duszę" - powiedział mistrz Twardowski - "jeżeli wskazaną skałę z wznoszącego się nad Suchą Beskidzką szczytu, przeniesiesz pod Ojców i postawisz na ziemi do góry nogami!". Szatanowi niewiele trzeba było powtarzać. Wziął się wartko do roboty i.... w znaczący sposób podniósł turystyczną atrakcyjność doliny Prądnika. Kto nie wierzy niech tu przyjedzie.

 
 

 
Przeskocz do głównej zawartości

Legendy i Tradycje